Argentyńskie tango

Buenos Aires to oczywiście stolica tanga. Do tej pory widzieliśmy tylko pojedyncze pary tańczące na ulicach La Boca, jednak zdecydowaliśmy się wybrać na pokaz profesjonalistów do teatru. Co ciekawe tango w Argentynie, po wielu latach niełaski, dopiero od 1983 r. przeżywa swój renesans, a rząd zaczął wspierać go marketingowo zaledwie 14 lat temu (2000 r.). Teraz to głównie turyści finansują rozwój tej dziedziny, a  tango show jest w mieście bez liku. Z jednej strony to oczywiście wspaniale, z drugiej – ceny tych przedstawień zwalają z nóg (w większości przypadków). Pokaz przygotowany z rozmachem godnym Broadway’u, połączony jest zwykle z wystawną kolacją, a wszystko trwa kilka godzin i kosztuje kilkaset złotych (za osobę).

Wybraliśmy skromniejszy pokaz w Centro Cultural Borges i po półtoragodzinnym przedstawieniu wyszliśmy bardzo zadowoleni. Tango jest przepięknym tańcem, to wiedzieliśmy. Nie sądziliśmy jednak, że występuje w nim tyle skomplikowanych figur i że jest to taniec tak trudny technicznie! Być może wynika to z faktu, że to, co Europejczycy powszechnie kojarzą z tangiem, to jego lżejsza odmiana, tzw. milonga, jednak jestem za cienka w uszach, żeby wdawać się tu w jakiekolwiek szczegóły. Istotne jest jednak to, że tango argentyńskie wiąże się nie tyle z erotyzmem, co z melancholią i smutkiem. Mimo to, taniec jest bardzo namiętny, intymny, wymagający od partnerów ogromnej bliskości. Dlatego jeśli kiedykolwiek myśleliście, że w Argentynie wszyscy tańczą tango – byliście w błędzie. Dla latynoamerykańskich macho byłaby to ujma na honorze. My za to chętnie tango byśmy zatańczyli, niestety na naukę zbrakło nam czasu, ale nie powiedzieliśmy jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa. Nie znaczy to, że po powrocie do Warszawy zapiszemy się na kurs tanga. Ale bardzo chętnie wrócimy kiedyś do Buenos Aires.

Tango na ulicach Buenos Aires

Tango na ulicach Buenos Aires