Autobus, przez ulice tego miasta mknie

Naszym głównym środkiem komunikacji po Buenos są autobusy miejskie. Niby zwykły sposób na przemieszczenie się po mieście, a jednak tutaj na tyle oryginalny, że postanowiliśmy poświęcić mu osobny wpis.

Zacznijmy od opłat. Przed przyjazdem do Argentyny wyczytaliśmy że za bilet można zapłacić gotówką w autobusie. Już w drodze z lotniska do hotelu okazało się że nie można. Trzeba mieć specjalną kartę na którą w określonych punktach nabija się impulsami, a przy każdym przejeździe odlicza się od niej odpowiednia sumę. Banalne? Oczywiście! Tylko gdzie kupić i naładować kartę. W ulicznych kioskach się nie da, w małych sklepikach patrzyli na nas jak na wariatów i odsyłali po hiszpańsku w bliżej nieokreślone miejsca. W końcu udało nam się w jakimś sklepie spożywczym, gdzie między bananami a Coca-Colą sprzedawca miał tajemniczy automat do ładowania kart.

Mamy kartę możemy jechać… Trzeba tylko dokładnie wiedzieć dokąd, bo przy wsiadaniu trzeba wskazać kierowcy destynację, by mógł z naszej karty odliczyć odpowiednią ilość pieniędzy. Gorzej jak sami dokładnie nie wiemy dokąd chcemy jechać (w końcu turysta lubi czasem po prostu powłóczyć się po mieście). Dlatego wsiadając do autobusu bądź gotowy z odpowiedzią na pytanie dokąd jedziesz, bo spowodujesz olbrzymi korek wsiadających pasażerów i zdenerwowanie kierowcy ( który najchętniej zamykałby drzwi, zanim dobrze je otworzy).

Warto napisać też o przystankach. Większość z nich jest w miarę dobrze widoczna, w formie małych wiat. Ale jest też bardzo wiele mniej charakterystycznych. Część w formie słupa z maleńką tabliczką z numerem autobusu, lub nawet bez słupa. Po prostu numer przybity do drzewa – to też przystanek.

I choć niektóre tak słabo oznakowane, to w godzinach szczytu wszystkie doskonale widoczne. Dlaczego? Bo na każdym z nich ustawiają się kolejki. Tak kolejki! Ludzie na przystankach nie czekają w niezorganizowanych grupach, tylko stają jedno za drugim i grzecznie czekają. Gdy autobus przyjedzie, wsiadają według kolejności.

I choć musimy przyznać że sieć autobusowa w Buenos jest doskonale rozwinięta to ma też kilka irytujących wad. Po pierwsze nie istniej coś takiego jak rozkład jazdy. Nigdy nie wiesz za ile przyjedzie kolejny autobus. Czasem czekasz 30 minut, a innym razem przyjeżdżają trzy pojazdy jednej linii na raz.

Trochę problemów sprawia też system ulic jednokierunkowych. Jeśli dojedziesz do celu to dopiero połowa sukcesu. Gdy chcesz wrócić tą samą linią, znalezienie przystanku w przeciwnym kierunku może okazać się niewykonalne. Oczywiście nie muszę pisać, że nigdzie nie ma rozrysowanych tras żadnej linii. Podobno na dworcu można kupić magiczną książkę z opisami wszystkich tras… To musi być ciekawa lektura.

Jest też coś co mi osobiście bardzo się spodobało. Każda linia ma swój kolor autobusów. 45 jest zielona ze srebrnymi elementami, a 151 jest niebiesko białe. Z daleko widać co jedzie, choć wydaje mi się, że niektóre kombinacje kolorystyczne się powtarzają.

No i na zakończenie. Jeśli ktoś twierdzi, że warszawscy kierowcy autobusów jeżdżą jakby wozili worki ziemniaków, to niech przyjedzie tutaj. Gwarantuję, że po kilku przejażdżkach nigdy więcej nie będzie narzekał. Nasi kierowcy są łagodni jak baranki. A po za tym tu w żadnym autobusie nie ma klimatyzacji!!

Buenos Aires

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *