Fukuoka i okolice

Na Kiusiu wstępnie planowaliśmy zobaczyć tylko Beppu, ale jak to w podróży bywa, nasze plany uległy zmianie pod wpływem innych podróżników. Poznana w Nikko Michelle, z takim błyskiem w oku opowiadała o ogrodach wisterii w Kawachii Fuji Gardens, że ulegliśmy pokusie, zakupiliśmy bilety i miał to być nasz następny przystanek na mapie. Ogrody czynne są cały rok i poza sezonem wstęp do nich jest bezpłatny, ale gdy kwitnie wisteria (od końca kwietnia przez około 2 tygodnie) panuje istne szaleństwo i bilety trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, bo znikają w mgnieniu oka. Jednak spotkań z naturą nie da się do końca zaplanować i przewidzieć. Dzięki zdjęciom zamieszczanym w internecie ponownie zmieniliśmy plany i uniknęliśmy podróżniczego rozczarowania sezonu, bo okazało się, że wisteria w ogóle jeszcze nie kwitnie, a w tunelu zamiast pięknych, wiszących, kolorowych kwiatów wiszą… gołe gałęzie. Zamiast tego zobaczyliśmy urocze Dazaifu, wielkiego Leżącego Buddę i zasmakowaliśmy nocnego życia w Fukuoce.

Dazaifu

Dazaifu przez ponad 500 lat było główny ośrodkiem administracyjnym Kiusiu. Miasto zbudowane obok portu w Hakacie, leży obecnie na przedmieściach Fukuoki. Znane jest ze świątyni Dazaifu Tenman-gū i pobliskiego ogrodu, gdzie w sezonie kwitnie 6000 drzew śliwy. Obeszliśmy się smakiem, bo sezon skończył się niestety w połowie marca (trwa od początku lutego przez ok. 6 tygodni).
Świątynia Tenman-gū w Dazaifu ma w Japonii szczególne znaczenie. Tenman-gū poświęcone są Sugawara no Michizane, politykowi i uczonemu okresu Heian. Legenda głosi, że Michizane od dziecka był niezwykle uzdolnionym poetą, a pierwsze utwory tworzył już w wieku dziecięcym. Jego szybko rozwijająca się kariera polityczna nie podobała się jednak członkom panującego klanu Fujiwara, więc Michizane został wydalony z Kioto na prowincję, właśnie do Dazaifu, gdzie wkrótce zmarł. Po jego śmierci Japonię nawiedziły liczne katastrofy naturalne, co odczytywano jako zemstę Michizane za to co go spotkało. By uspokoić jego ducha utożsamiono go z Tenjinem, bóstwem nauki w religii shintoistycznej i zaczęto stawiać mu pomniki, które dziś są licznie odwiedzane przez uczniów i studentów proszących o powodzenie w nauce. Świątynia w Dazaifu powstała w miejscu grobu Michizane.

Świątynia Tenman-gū w Dazaifu

Świątynia Tenman-gū w Dazaifu

Świątynia Tenman-gū w Dazaifu

Świątynia Tenman-gū w Dazaifu

Przy świątyni rośnie słynna „latająca śliwa“, która według legendy przyleciała z Kioto do Dazaifu za Michizane, by towarzyszyć mu na zesłaniu, po tym jak w jednym ze swoich wierszy poskarżył się na tęsknotę za swoim ulubionym drzewem. Świątynia przeżywa prawdziwe oblężenie w okresie egzaminów wstępnych na uczelnie. Wielu uczniów modli się tu o jak najlepsze wyniki, a potem wraca, by podziękować za sukces.
Do świątyni prowadzi ze stacji kolejowej alejka, wzdłuż której znajduje się mnóstwo sklepów z lokalnym rękodziełem, przysmakami i designerski Starbucks, zaprojektowany przez Kengo Kuma & Associates.

Dazaifu

Dazaifu

Sasaguri i leżący Budda

Sasaguri to niepozorna miejscowość położona około 20 minut jazdy pociągiem od Fukuoki, która nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie znajdujący się tam posąg Leżącego Buddy. To największa na świecie rzeźba z brązu. Mierzy 41 metrów długości, 11 metrów wysokości i waży 300 ton. Rzeźba została ukończona w 1995 roku i jej widok z bliska robi ogromne wrażenie.
Uwiecznianie Buddy w pozycji leżącej jest częściej spotykane w krajach takich jak Tajlandia czy Laos. W Japonii Budda najczęściej siedzi – tak jak ten w Kamakurze czy w Narze. Budowa posągu pochłonęła podobno ogromne środki finansowe, a wieść gminna niesie, że było to możliwe tylko dzięki licznym wygranym na loterii jednego z mnichów świątyni Nanzoin.

Sasaguri i leżący Budda

Sasaguri i leżący Budda

Nanzoin to właściwie cały kompleks świątyń położony na zboczu góry, przeniesiony do Sasaguri w 1899 roku z Koyasan. Znajduje się tam ogromna statua Fudo Myo-o, 500 posążków uczniów Buddy (arhat), świątynia poświęcona Inari i Siedmiorgu Bóstwom Szczęścia, które swoim wyznawcom przynoszą bogactwo i powodzenie w życiu.
Co roku do świątyni i Leżącego Buddy pielgrzymuje ponad milion turystów.
Świątynia Nanzoin jest punktem początkowym 44 kilometrowego szlaku pielgrzymkowego inspirowanego najbardziej znaną buddyjską trasą pielgrzymek w Japonii, która z kolei obiega wyspę Shikoku – ma 1200 km długości i obejmuje 88 świątyń głównych i 20 mniejszych. Droga jest męcząca i długa, ale piękne widoki podobno rekompensują pielgrzymom trudy wędrówki.

Sasaguri i leżący Budda

Sasaguri i leżący Budda

Sasaguri i leżący Budda

Sasaguri i leżący Budda Sasaguri i leżący Budda

Yatai, czyli street food w Fukuoce

Do Fukuoki dotarliśmy późnym wieczorem. Właściwie nie mieliśmy już czasu na zwiedzanie, ale udaliśmy się w stronę centrum, by zjeść kolację w słynnych yatai’ach.
Yatai (jap. 屋台 – znaki te oznaczają dosłownie dach i stół/platformę, co wiernie oddaje ideę tych straganów) to małe stoiska z jedzeniem, gdzie przy wąskiej ladzie, naprzeciwko sprzedawcy może jednocześnie usiąść maksymalnie 8-10 osób. Oferują one głównie ramen, mięsne szaszłyki i oden (grzyby, jajka i przeróżne placuszki z pasty rybnej, gotowane w bulionie). Oprócz jedzenia chodzi tu o spotkanie z innymi ludźmi. Wesołe rozmowy między przypadkowymi gośćmi restauracji są ogromną wartością wizyty w yatai. A klientela straganów bywa różnorodna – od coraz tłumniej zjawiających się tu turystów, przez białe kołnierzyki, po lokalną społeczność, która dobrze zna się z właścicielami stoisk.

Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka

Historia yatai sięga XVII wieku. Wtedy stoiska sprzedawały głównie makaron soba, a w Tokio było ich tysiące. Inspiracją do ich powstania były prawdopodobnie stoiska budowane przy świątyniach buddyjskich w V-VII wieku, choć według innej teorii genezy należy szukać trochę później. W okresie Edo, gdy sioguni rodu Tokugawa podróżowali między swoimi domami a stolicą, mobilne yatai’e zapewniały im w drodze proste wyżywienie.
Industrializacja przyczyniła się do rozwoju yatai’ów, które często prowadzone były przez obcokrajowców z krajów okupowanych przez Japonię (Tajwan, Korea), ale dopiero po II Wojnie Światowej nastąpił prawdziwy boom, choć wiele stoisk działało wtedy nielegalnie. W tym czasie serwowano głównie pierożki gyoza, porządnie doprawione czosnkiem, które miał dobrze wpłynąć na zdrowie Japończyków. Zaczęły też powstawać pierwsze franczyzy – firmy sprzedawały gotowe wózki w zamian za procent zysku z obrotów. Wraz z rozwojem gospodarczym część z nich przekształciła się w regularne sieci restauracyjne (m.in. Harugiya Ramen w Tokio i Ide Shoten w Wakayama).
Później nastąpił regres, bo górę wzięły względy higieniczne. Przed Igrzyskami Olimpijskmi w Tokio w 1964 roku wprowadzono nowe regulacje prawne, które przyczyniły się do zamknięcia wielu stoisk. W latach siedemdziesiątych yatai’e były często prowadzone przez osoby, które porzuciły pracę w korporacjach, aczkolwiek skala zjawiska była znacznie mniejsza, niż ówcześnie przedstawiano to w mediach.
Dziś yatai’e spotkać można właściwie tylko w Fukuoce. Przetrwały dzięki związkowi zawodowemu założonemu właśnie w tym mieście w 1950 roku, dzięki czemu surowe przepisy sanitarne nie spowodowały upadku biznesu. Co nie znaczy, że właściciele nie borykają się z żadnymi problemami. Mieszkańcy miasta podobno często skarżą się na hałas i bezprawne zajmowanie chodników, a wymagania sanitarne ciągle rosną. Zakaz przekazania biznesu osobom trzecim również nie pozostaje bez wpływu na liczbę stoisk w mieście. Wpisały się one jednak w krajobraz Fukuoki na tyle mocno, że nie powinny z niej zniknąć.
W yatai’u zjedliśmy pyszne szaszłyki i hakata ramen, czyli uznawany za najlepszy w Japonii makaron ramen podawany w bulionie z kości wieprzowych, który jest symbolem Kiusiu. Serwuje się go najczęściej z piklowanym imbirem, grzybami wodnymi i ziarnami sezamu. Przyprawy albo lądują od razu na talerzu, albo wystawione są na ladach straganów, tak by każdy mógł doprawić zupę według własnych upodobań. To był szalenie miły wieczór. Co prawda nie mieliśmy z kim zamienić słowa (obok nas akurat siedzieli sami niemówiący po angielsku Japończycy), ale obserwowanie sprawnych ruchów kucharza i jego żony oraz całej tej „magicznej” infrastruktury dzięki której wszystkie dania powstają na miejscu, było naprawdę ciekawym doświadczeniem.

Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka Yatai, Fukuoka

Yatai, Fukuoka

1 Komentarz

Dodaj komentarz