Jeśli umierać, to tylko w Danii

Cmentarz – w naszej kulturze to zdecydowanie miejsce sacrum. Tam udajemy się by pożegnać się z bliskimi, by ich wspominać i oddawać im cześć. Krajobrazowo to miejsca dość specyficzne. Choć na zdjęciach satelitarnych przypominają tereny zielone, to z bliska daleko im do parków czy ogrodów. Przepełnione równymi alejkami wielkich marmurowych pomników, na których pełno tandetnych kolorowych zniczy, wieńców i bukietów. Drzewa i krzewy giną gdzieś w gąszczu mogił. Większość Polaków odwiedza nekropolie raz, w najlepszym wypadku, dwa razy w roku.

Pierwszy raz na duńskim cmentarzu byłem wiele lat temu, jeszcze jako dziecko. Utkwiło mi jednak w pamięci, że to było wyjątkowe miejsce, zupełnie inne niż to które znałem z Polski i innych krajów. I jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, było to miejsce do którego chciałem wrócić.

Tym bardziej będąc po latach w Kopenhadze, nie mogłem odmówić sobie „przyjemności” wizyty na Assistens Kirkegård, gdzie znajduje się między innymi grób Hansa Christiana Andersena i na Bispebjerg Kirkegård.

To teraz by zrozumieć różnicę między tym co w Polsce i Danii, musicie wyobrazić sobie wielki park, z mnóstwem drzew. Gdzieniegdzie zza żywopłotu wystają malutkie marmurowe tablice. Przy żadnej nie ma zniczy, bardzo rzadko kwiaty, no chyba że naturalne rosnące akurat obok. Pełno tu drzew, krzewów i zielonych placów.
W alejkach… uwaga, uwaga… ludzie przechadzający się powolnie w ramach wiosennego spaceru, matki z dziećmi w wózkach, a nawet pary zakochanych… i w co Polakom będzie naprawdę trudno uwierzyć – biegacze uprawiający jogging, rowerzyści, a nawet ludzie z psami.
Ktoś może pomyśleć, że to skandal, że to brak poszanowania dla zmarłych. Ale jest wręcz przeciwnie! Wszyscy zdają sobie sprawę z wyjątkowości tego miejsca. Wszystko odbywa się z szacunkiem, ale bez zbędnego patosu. Nikt nie robi problemu gdy pies nasika na kwiatek rosnący obok grobu, czy gdy rowerzysta zadzwoni dzwonkiem, bo ktoś wszedł mu pod koła. Jedni przychodzą tu do bliskich, inni na spacer. To miejsce uniwersalne, dla każdego.

Osobiście jestem zachwycony takim podejściem do spraw ostatecznych. W końcu to wspaniałe połączenie dwóch miejsc. Zmarłym raczej nie przeszkadza, że ktoś koło nich przebiegnie lub przejedzie na rowerze, a żywi mają dodatkowe wspaniałe, zielone miejsce do spacerów. Jeśli to możliwe pochowajcie mnie na Assistens Kirkegård – wystarczy mi malutka tabliczka między kępką żonkili i kolorowych traw.

Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz

Kopenhaga, cmentarz