Jet lag

Noc, dzień, noc, a może jednak dzień. Wszystko się pomieszało. Jesteśmy w podróży od ponad 30 godzin. W warszawie jest 21:00, a my właśnie zjedliśmy śniadanie i oglądamy z samolotu wschód słońca nad Sydney.
Dodatkowo nasze zegarki przesunęliśmy już o 10 godzin do przodu, więc teoretycznie od wylotu minęło chyba ponad 40 godzin. Piszę „chyba”, bo czas przestał dla nas mieć jakikolwiek sens. Dopóki nie wylądujemy w Christchurch (nawet nie pytajcie za ile to będzie godzin) żyjemy na zasadach:
– śpimy kiedy uda się zasnąć;
– jemy kiedy stewardesy zdecydują żeby podać jedzenie.

Napisano gdzieś nad wschodnim wybrzeżem Australii na pokładzie Boeinga 777-300, rejs EK 418 Dubay – Christchurch via Bangkok i Sydney
11.03. o 7:36 czasu Sydney
10.03. o 21:36 czasu Warszawskiego

jet lag, Australia, lot

komentarze 2

Dodaj komentarz