Lodowce, pingwiny, foki…

Noc spędziliśmy u podnóża Aoraki w „miejscowości” Mount Cook. Stąd rano wyruszyliśmy malowniczym szlakiem w kierunku jeziora i lodowca Hookera. Droga prowadziła dolinami, przecinanymi polodowcowymi rzekami. By się przez nie przeprawić trzeba, niczym Indiana Jones, pokonać między innymi dwa wiszące mosty. Po półtorej godziny marszu dotarliśmy do małego jeziora i jęzora lodowca. Znów zapierające dech w piersiach widoki. Skały lodu, oderwane od lodowca i dryfujące po jeziorze. W koło szum rzeki i smaganych wiatrem traw. A nad tym wszystkim dumnie królujący ośnieżony i skąpany w słońcu szczyt Aoraki.

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Mount Cook - Nowa Zelandia

Mount Cook - Nowa Zelandia

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Hooker Valley Track

Około południa ruszyliśmy w dalszą trasę. Pozostawiliśmy za sobą Alpy Południowe i wróciliśmy nad morze. Po drodze do Oamaru mijaliśmy między innymi malownicze jeziora Aviemore i Waitaki. To niewiarygodne jaki kolor może mieć woda…

Jezioro Aviemore

Naszym dzisiejszym nadmorskim celem było spotkanie z pingwinami. Podobno Oamaru jest do tego stworzone. I rzeczywiście, na każdym kroku można znaleźć znaki drogowe prowadzące do plaż po których mają spacerować te sympatyczne nieloty. Niektóre są płatne i zapewniają spotkanie sam na sam. Inne ogólnodostępne, wymagają dużo cierpliwości, szczęścia i najlepiej lornetki.
Nam udało się coś podobno niespotykanego. Na zupełnie pustej plaży spotkaliśmy osamotnionego pingwina. Dumnie pozował nam do zdjęć po czym schronił się w morskich falach. Rozochoceni pierwszym spotkaniem pojechaliśmy na inną otwartą plażę przy której tłumy turystów wyczekiwały na wyjście nielotów z wody. Rzeczywiście po jakimś czasie pojawiły się dwa czy trzy pingwiny. Niestety w tym przypadku odległość punktów obserwacyjnych od plaży pozostawiała wiele do życzenia.

Pingwin w Oamaru - Nowa Zelandia

Znak drogowy z pingwinem w Oamaru - Nowa Zelandia

Ale wystarczyło byśmy odeszli kilkanaście kroków od wyznaczonych stanowisk obserwacyjnych i naszym oczom ukazały się trzy śpiące na skałach foki. Znów, jak z naszym samotnym pingwinem, mieliśmy je na wyłączność. W czasie sesji fotograficznej tylko jedna z nich, co jakiś czas podnosiła leniwie prawą powiekę, by zbadać czy nie stanowimy zagrożenia.
Oamaru i okoliczne plaże to prawdziwy raj dla nadmorskich ptaków, pingwinów i fok. Wystarczy tylko odejść kilka kroków od głównych szlaków i mieć odrobinę szczęścia, a na pewno spotka się któregoś z tutejszych zwierzaków, w jego naturalnym środowisku.

Nowa Zelandia - krajobraz

Uchatka