Miejska dżungla, czyli czego trąbisz?

Przepisy drogowe w Peru istnieją chyba tylko w teorii. Zwłaszcza w miastach daje się odczuć bardzo swobodną interpretację kodeksu drogowego. Generalnie panuje jedna zasada, czyli: kto szybszy/większy/odważniejszy, ten jedzie. Nie dotyczy to jednak tutejszych tuk-tuków, które nie są ani szybkie, ani duże, ale pchają się i wymuszają pierwszeństwo gdzie tylko się da.

Puno

Jeśli chodzi o skrzyżowania, to szczególnie interesujące wydają się ronda, które w europejskich krajach buduje się dla zwiększenia bezpieczeństwa i usprawnienia ruchu. Tutaj trudno wskazać ich funkcję, ale z naszych obserwacji wynika, że mogą być przydatne raczej dla samobójców. Do tej pory nie udało nam się rozpracować jakie zasady na nich panują, więc prawdopodobnie żadne.
Wyznaczone pasy ruchu też są bardzo umowne, skręcanie z prawego pasa w lewo lub z lewego w prawo nie robi na nikim najmniejszego wrażenia. Pieszy na każdym kroku musi walczyć o przetrwanie. Nawet jeśli jest już w połowie pasów, a pojawi się na nich akurat jakieś auto, będzie musiał ustąpić mu pierwszeństwa.
Co ciekawe przez 3 tygodnie podróży nie widzieliśmy żadnego wypadku, ani żadnej stłuczki, choć po ulicach jeździ mnóstwo poobijanych aut.
Być może peruwiańscy kierowcy po prostu zachowują pewien rodzaj szczególnej ostrożności, bo nigdy nie wiadomo czym zaskoczy ich inny uczestnik ruchu drogowego – taka jest nasza teoria. Plus dodatkowo, żeby sobie w tej miejskiej dżungli poradzić, wypracowano tu system sygnalizacji manewrów na drogach. Jest to system dźwiękowy potocznie zwany trąbieniem.
Dźwięk klaksonu słychać wszędzie – nieważne czy to 10-cio milionowa Lima czy 5-cio tysięczne Paracas. W tym drugim mieszkaliśmy stosunkowo blisko głównej drogi i czasem czuliśmy się jakby za oknem była Marszałkowska.

Peru, w drodze

Kiedy trąbić?
Po pierwsze trąbi się chcąc zasygnalizować: „jadę”. Czy to na skrzyżowaniu równorzędnym, na rondzie czy przy włączaniu się do ruchu lub zmianie pasa (często wymuszonym).
Po drugie trąbi się „ostrzegawczo” – na pieszych czy dzieci przy drodze, by na nią nie wtargnęły; na kierowców chcących włączyć się do ruchu.
Po trzecie – trąbi się „zaczepnie”. Gdy widzi się „znajomych”, albo chce się kogoś pozdrowić. Taksówkarze trąbią też na wszystko co się rusza, co oznacza – czy przypadkiem nie potrzebujecie podwózki? Mimo że w danym momencie nie wykazujesz najmniejszego zainteresowania tą formą transportu zawsze warto trąbnąć.
Po czwarte – trąbi się ze zniecierpliwienia. Na autobusy, które wysadzają i zabierają pasażerów i „blokują” na chwile ruch, na wszelkie „przeszkody” na drodze, na „ospałych” kierowców, którzy nie ruszają ze skrzyżowania, choć sygnalizacja wskazuje, że jeszcze przez dobrych kilka sekund będzie czerwone.
Co ciekawe przewodniki ostrzegają przed wynajęciem auta i zwracają uwagę na tereny poza miastami. Nasze doświadczenia są zupełnie odwrotne. Im większe miasto tym większe wyzwanie. Raz, że kultura jazdy, a dwa – układ ulic, bo wiele z nich jest jednokierunkowych.
W jednym z przewodników przeczytałam, że jak ktoś potrafi jeździć w Limie to poradzi sobie na całym świecie. Zdecydowanie coś w tym jest, bo już wycieczka do Sacred Valley, a w zasadzie jazda po Cuzco było dla nas nie lada wyzwaniem. W Limie raczej nie odważylibyśmy się prowadzić auta.

Peru, w drodze

Peru, w drodze

Peru, w drodze

Dodaj komentarz