Na północ

Przelecieliśmy prawie 3000 km na północ, do Salty (z międzylądowaniem w Buenos Aires). Stąd mamy zamiar odbyć kilka wycieczek po podandyjskich terenach. Chemy udać się między innymi do Quilmes (prekolumbijskie ruiny), Parku Narodowego Los Cardones (olbrzymie kaktusy), Salinas Grandes (solniska), Iruya. Oczywiście jeśli wystarczy czasu, sił i pogoda będzie sprzyjać, to nasza lista życzeń jest dużo dłuższa.

Ale zanim ruszymy w drogę, chwilkę odpoczywamy w Salcie. Miasto przywitało nas wczoraj wieczornym festiwalem kultury lokalnej, który odbywał się na głównym placu miasta. Były zespoły regionalne, pokazy tańców i oczywiście popisy mistrzów tanga. Miasto tętniło życiem do białego świtu, a my wreszcie bliżej zapoznaliśmy się z argentyńską kulturą.

Salta jest zupełnie inna, bardziej egzotyczna od tego, co do tej pory widzieliśmy. Na pierwszy rzut oka widać, że tutejsza ludność to raczej nie potomkowie Hiszpanów, czy Włochów, ale raczej rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. Zupełnie inna jest też roślinność niż na południu. Pełno tu wysokich palm i rozłożystych kaktusów, a na placach rosną drzewka pomarańczowe. Dominuje tu architektura postkolonialna, ale na nas największe wrażenie wywarły tutejsze kościoły, które dominują nad miastem. Ich wnętrza są niezwykle bogate i zdobne. Przy głównym placu miasta znajduje się też pomnik Jana Pawła II, który odwiedził Saltę podczas pielgrzymki po Argentynie. Ale obok religii katolickiej miasto wydaje się być przesiąknięte kulturą Inków.

Doskonały widok na całą Saltę rozciąga się ze szczytu San Bernardo, na który można dostać się kolejką linową lub po niezliczonych schodach, wzdłuż trasy drogi krzyżowej.

Jutro wypożyczamy samochód i zaczynamy objazd po okolicy. Trzymajcie kciuki za pogodę, bo lato tutaj lubi być deszczowe, co właśnie widzimy przez okno…

Zdjęcia z Salty w formie wideo: