Napadają, porywają, gwałcą i mordują

Przed wyjazdem na wakacje mieliśmy dużo obaw dotyczących bezpieczeństwa w Peru. Asia czytała wiele artykułów i blogów w których ludzie ostrzegali jak bardzo niebezpiecznie jest w tej części Ameryki Południowej. Nawet w przewodnikach znaleźliśmy porady i przestrogi na temat bezpieczeństwa. Począwszy od zwykłego złodziejstwa, przez napady rabunkowe, po porwania dla okupu. To robi wrażenie. Musimy przyznać, że mimo iż mamy trochę doświadczenia w różnego rodzaju turystyce, te ostrzeżenia podziałały nawet na naszą wyobraźnię.
Długo toczyliśmy dyskusję czy brać na tę wyprawę aparat który mamy, czy nie lepiej kupić tanią „małpę” by mieć jakieś zdjęcia, ale w razie kradzieży nie stracić wartościowego sprzętu. Zastanawialiśmy się też gdzie chować pieniądze, co robić z paszportem i dokumentami, bo niektóre przewodniki sugerowały by zostawić wszystko w ambasadzie RP w Limie (pisząc jednocześnie w rozdziale obok, że oryginał paszportu jest niezbędny by wejść na Machu Picchu). Ostatecznie mimo wahania zabraliśmy nasz normalny aparat, ale dodatkowo go ubezpieczyliśmy, a dokumenty i pieniądze jak zwykle nosiliśmy zawsze przy sobie. Na wszelki wypadek przygotowaliśmy jednak „fałszywe” portfele w których mieliśmy trochę gotówki i karty płatnicze do pustych kont.
Na szczęście wszystkie te zabezpieczenia okazały się dmuchaniem na zimne, ale trzeba przyznać że początki były niepewne. Pierwszy dzień w Limie był dziwny. Baliśmy się wyjąć aparat z plecaka nawet w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy miasta!
Z czasem strach ustępował i powoli zaczęliśmy się zachowywać jak na każdym wyjeździe. Tym bardziej, że w turystycznych miejscach widzieliśmy wiele patroli policyjnych, co daje zawsze spore poczucie bezpieczeństwa. Jeśli się jest rozsądnym, nie prowokuje, nie szpanuje i nie chodzi z portfelem w tylnej kieszeni spodni, to nie powinno się przytrafić się nic nieoczekiwanego. W jednej kwestii pewnie warto słuchać się przewodników i nie zapuszczać w biedniejsze i mniej bezpieczne dzielnice po zmroku, bo to że nie przytrafiła nam się żadna przygoda nie oznacza, że Peruwiańczycy nie mają problemów z przestępczością – owszem mają i to duże.
Peru to bardzo biedny kraj. Blisko 1/3 społeczeństwa stanowią młodzi ludzie, często bez pracy i perspektyw. To niestety sprzyja łamaniu prawa. Wystarczy przyjrzeć się stolicy kraju – Limie. Niemal w każdym dużym sklepie są ochroniarze. Płoty posesji w mieście są bardzo wysokie, zwykle zakończone kolcami lub drutem pod napięciem; na wsi szczyt ogrodzenia zdobią porozbijane butelki lub porastają kaktusy. Coś zatem musi być na rzeczy, bo nie pełnią one raczej funkcji ozdobnej.
Ale gdy po powrocie do Warszawy rozmawialiśmy ze znajomymi o naszych wrażeniach i odnosiliśmy się do przeczytanych wcześniej ostrzeżeń, okazało się, że przewodniki i blogi o Brazylii czy Kolumbii oferują dokładnie ten sam zestaw niebezpieczeństw. Czy zatem w Peru jest bezpiecznie? Na pewno nie warto tego kraju demonizować. Podczas naszego wyjazdu nic nie zwróciło naszej szczególnej uwagi. Jak zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, przestrzegać pewnych zasad i słuchać miejscowych – wtedy wszystko powinno być dobrze. A jak się ma pecha to i w centrum Warszawy w środku dnia można zostać okradzionym, więc nie warto się nadmiernie stresować i zamartwiać, bo Peru to piękny kraj, pełen serdecznych i pomocnych ludzi.

Arequipa

Dodaj komentarz