Pyramiden – opuszczone miasto na końcu świata

W nocy (choć dziwnie brzmi to słowo w tych warunkach) pierwszy raz od miesięcy słońce zaszło za horyzont. Na razie tylko na kilka minut, ale każdego dnia będzie chować się na dłużej. Na dodatek, żeby mieszkańcy Longyearbyen nie zapomnieli o zbliżającej się wielkimi krokami nocy polarnej, szczyty gór pokrył biały puch.
Ale ani pierwszy zachód słońca w sezonie, ani nawet padający śnieg nie zrobiły na nas takiego wrażenia jak lis polarny. Przyszedł w pobliże naszego hotelu, zwabiony zapewne zapachami śniadania z kuchni. Piękny, śnieżnie biały. Pokręcił się chwile i zniknął gdzieś na wzgórzu między kamieniami. Na szczęście zdążyłem wyjąć aparat i zrobić mu zdjęcie.

Svalbard

Lis_polarny

Jeszcze 20 lat temu Longyearbyen nie mogło szczycić się tytułem położonego najdalej na północ miasta na świecie. Do 1998 roku wszystkie „najbardziej na północ” należały do radzieckiej, a później rosyjskiej osady górniczej, Pyramiden (Пирамида). Dziś jest to opuszczone miasto duchów, do którego organizowane są wycieczki małymi statkami. Postanowiliśmy sprawdzić jak ono wygląda i wybraliśmy się w rejs – 50 km na północ.
Jedną z największych atrakcji rejsów po Svalbardzie jest wypatrywanie na wzgórzach i w okolicach lodowców, niedźwiedzi polarnych. Dlatego niemal przez cały czas pasażerowie, przewodnik, a także załoga wgapiają się przez lornetki i wizjery aparatów w ląd i szukają białych misiów. Szybko udaje się wypatrzeć renifery i lisy polarne. Są też liczne ptaki, w tym maskonury. Kapitan dostrzega w wodach i pokazuje pasażerom nawet płetwala karłowatego. Ale turyści nie są w pełni zadowoleni – niedźwiedzia jak nie było, tak nie ma.

Langoysund

ptak

Po dwóch godzinach rejsu podano obiad, wszyscy zmarźnięci i wygłodniali chowają się we wnętrzu statku. Do wyboru łosoś, żeberka lub wieloryb. Każdy chce spróbować tego ostatniego… dwa gryzy i zostawia resztę na talerzu. Mięso ma strukturę podobną do bitek wieprzowych, ale smakuje jak śledzie. Nic dziwnego, że prawie nikt nie zjadł swojej porcji do końca.

Jedzenie_na_statku

Jedzenie_na_statku2

Nagle ktoś z mostka krzyczy, że na wzgórzu jest niedźwiedź. Tłum turystów pospiesznie przerywa posiłek, wszyscy biegiem na pokład… wypatrujemy… patrzymy… szukamy.
– Gdzie ten miś? – pyta w końcu ktoś rozczarowanym głosem.
– Tam na wzgórzu! – odpowiada przewodniczka.
– Gdzie?
– Tam, ten mały biały punkcik.
– Ale gdzie?
– Tam, na prawo od tej skały. Taki mały biały punkcik. Rusza głową. – tłumaczy spokojnie przewodniczka patrząc w lornetkę.
W końcu prawie wszyscy odnajdują wzrokiem białą plamkę – domniemanego niedźwiedzia. Ja patrzę raz przez aparat, raz przez lornetkę. Czy to miś? Nie wiem. Pozostaje mi wierzyć znawcom. Chyba miś. Muszę wierzyć na słowo – załączam dokumentację fotograficzną – oryginał i powiększenie ;)

Niedzwiedz

Niedzwiedz2

Wiemy na pewno, że niedźwiedzie w okolicy są i to nie mało. Kapitan pokazywał niedowiarkom filmy nagrane swoim telefonem komórkowym. Dwa dni wcześniej w czasie rejsu widzieli przechadzające się przy brzegu 3 niedźwiedzie, a dwa tygodnie temu, tuż obok lodowca Nordenskiöld koło którego przepływa statek, obserwowali przez blisko pół godziny pływającego i polującego misia. Niestety my nie mieliśmy takiego szczęścia. Pozostaje nam liczyć, że kiedyś jeszcze będzie okazja zobaczyć niedźwiedzia polarnego w naturze z odległości pozwalającej go odróżnić od kupki śniegu.

Lodowiec

Nawigacja

Ale jak już pisałem poszukiwanie niedźwiedzia polarnego nie było głównym celem rejsu. Po 5 godzinach w końcu dopłynęliśmy do Pyramiden. Miasto zostało założone w 1910 roku przez Szwedów, a już rok później rozpoczęto tu wydobycie węgla kamiennego. W 1927 roku prawa do wydobycia zostały sprzedane Związkowi Radzieckiemu. W latach największego rozkwitu w Pyramiden mieszkało ponad 1200 osób. W 1997 roku z powodu nieopłacalności wydobycia węgla, rozpadu Związku Radzieckiego i katastrofy lotniczej na Spitsbergenie w której zginęło 141 osób (w większości rosyjskich górników i członków ich rodzin) podjęto decyzję o zamknięciu kopalni i ewakuacji całej osady. Ostatni mieszkańcy opuścili miasto w październiku 1998 roku.
Obecnie to jak mówią przewodnicy „miasto duchów”, choć to nie do końca prawda. Od kilku lat, rosyjska firma odpowiadająca za wydobycie węgla na Svalbardzie, w sezonie turystycznym zatrudnia w Pyramiden 8 osób. Zajmują się one oprowadzaniem turystów po opuszczonych budynkach, prowadzeniem baru, sklepiku z pamiątkami (a od niedawane małego hoteliku) i drobnymi naprawami przestarzałej infrastruktury. Jednak zimą nie ma tu nikogo.

Pyramiden

W porcie wita nas Sasza. Ubrany w radziecki mundur, ze strzelbą na plecach i bujną brodą na twarzy. Przyjechał do Pyramiden z Petersburga i pracuje tu już piąty sezon. Może zastanawiać, co poza pieniędzmi może przyciągnąć człowieka z wielkiej rosyjskiej metropolii, do opuszczonego i odciętego od cywilizacji miasta na końcu świata. Oczywiście niemal codziennie przypływa tu statek z turystami więc ludzi nie brakuje. Można też porozmawiać z siedmioma współmieszkańcami. Ale wygód tu nie ma. Zaopatrzenie przywożone jest helikopterem raz na kilkanaście dni. Prąd z agregatu. Telefon – jest! Ale tylko satelitarny, używany wyłącznie w razie konieczności. Innej komunikacji z resztą świata brak. A dodatkowo trzeba nieustannie uważać na niedźwiedzie polarne, które często przebywają w tych okolicach.

Pyramiden1 Pyramiden2

Pyramiden3

Pyramiden13

Pyramiden4

Pyramiden5

Pyramiden6

Pyramiden7

Pyramiden9

Pyramiden14

Pyramiden17

Pyramiden15 Pyramiden16

Ale mimo wszystko Pyramiden to fascynujące miejsce. To gotowa scenografia do filmu o apokalipsie. Opustoszałe budynki mieszkalne, szpital, kino, hala sportowa, basen, szklarnie i farma. Wszystko tylko nieznacznie nadgryzione zębem czasu. Chwilami miałem wrażenie, że ludzie dosłownie przed chwilą, nagle wyparowali z tego miejsca. Jest w tym miejscu coś tajemniczego i zarazem przerażającego. Coś co fascynuje i przyciąga. Trochę rozumiem Saszę, że tu „mieszka”, choć pewnie nie wytrzymałbym tu dłużej niż kilka dni.

Pyramiden10

Pyramiden11

Pyramiden12

Pyramiden8

komentarze 2

  • Bartek K napisał(a):

    Hej. Z jakiej firmy korzystaliście ? Nie mogę znaleźć z posiłkiem. No i generalnie czy warto zwracać uwagę na ten posiłek czy brać śmiało bez ?

    • JK napisał(a):

      Hej,
      rezerwowaliśmy przez stronę wildlife.no.
      Wydaje mi się, że lunch jest w pakiecie i chyba nie można z niego zrezygnować.
      Nasza wycieczka trwała cały dzień (a na statku jest się chyba z 9h), płynęliśmy wolną, stosunkowo dużą łodzią. Byliśmy w sierpniu, a przewiało nas okrutnie, więc myślę, że warto zjeść coś ciepłego.
      Alternatywą są wycieczki tzw. speedboat – będzie krócej i bez jedzenia. Co kto lubi :)

Dodaj komentarz