Trekking wśród reniferów

Na szczycie łańcucha pokarmowego na Svalbardzie wyjątkowo nie znajduje się człowiek. Tu niepodzielnie rządzą niedźwiedzie polarne. Mimo że nie widać ich na pierwszy rzut oka, to jest ich tu zdecydowanie więcej niż ludzi. Dlatego gdy przyjdzie komuś ochota na opuszczenie Longyearbyen musi być wyposażony w broń. Właściwie każdy mieszkaniec dysponuje własną strzelbą. Natomiast turyści, jeśli posiadają stosowne pozwolenie (potrzebne jest zaświadczenie o niekaralności przetłumaczone na język angielski, a następnie zgoda gubernatora), mogą wypożyczyć broń w centrum miasteczka lub skorzystać z usług odpowiednio uzbrojonych i przygotowanych na spotkanie z niedźwiedziem przewodników.
My skorzystaliśmy z tej drugiej opcji i wraz z firmą Svalbard Wildlife Expeditions udaliśmy się na kilkugodzinny trekking na szczyt Fuglefjella, oddalony kilka kilometrów na zachód od Longyearbyen. Towarzyszyli nam przewodnik Jorgen i jego wierny kompan, pies Britt.

IMG_3090

Na początku wędrówki trzeba przejść przez lodowaty górski potok – nie ma szans by zrobić to suchą stopą. Jedyna opcja to zdjąć buty i iść boso. I mimo, że był to pierwszy dzień w sezonie letnim gdy w nocy chwycił przymrozek, to lodowata woda wcale nas nie wystraszyła. Wręcz przeciwnie – było to bardzo orzeźwiające przeżycie. Kto by pomyślał!

IMG_3046 IMG_2966

IMG_3145

IMG_3174

Następnie trasa prowadzi przez przepiękną, niezwykle zieloną o tej porze roku, dolinę Bjørndalen. To podobno jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców Longyearbyen – latem doskonałe do wędrówek, zimą do przejażdżek skuterami śnieżnymi i wypraw na nartach biegowych.
Nam w czasie trekkingu udało się spotkać kilka stad reniferów spitsbergeńskich i sporo lokalnego ptactwa. Sama wspinaczka na szczyt może niektórym sprawić trochę problemów, bo trasa prowadzi po stromym zboczu usianym milionami niestabilnych kamieni. Niemniej jednak wysiłek się opłaci, bo ze szczytu Fuglefjella roztacza się wspaniały widok na Isfjorden i na SvalSat, czyli największą na świecie, komercyjną, naziemną stację satelitarną. Obrabia się tu między innymi większość cyfrowych zdjęć robionych przez satelity okołoziemskie, a tak wyjątkowa lokalizacja stacji zapewnia jej możliwość zbierania danych z wszystkich 14 orbit satelitarnych wokół Ziemi.

IMG_3080

IMG_3108

IMG_3109

IMG_2929

IMG_3071

IMG_3030

IMG_3019

Na szczycie spędzamy ponad godzinę napawając się widokami, jedząc obiad i wypytując przewodnika o życie i obyczaje mieszkańców Spitsbergenu. Wracamy tą samą drogą. Ku naszej uciesze wychodzi słońce, więc zanim wsiądziemy do auta chcemy uwiecznić na fotografiach wszystkie te magiczne miejsca. Wieczorem idziemy do restauracji Huset. Norwegia nie jest krajem, który zachwyca kulinarnie, ale z ciekawości próbujemy lokalnych przysmaków. By nie przyprawić Was o zawrót głowy oszczędzimy szczegółów dotyczących cen. Prowiant własny to zdecydowanie lepsza opcja, a o tym co warto zabrać w taką podróż napiszemy w jednym z kolejnych postów.

IMG_3175

IMG_3140