Wilno – dlaczego stolica Litwy tak bardzo nas urzekła?

Tak to zwykle bywa, że miejsca położone blisko nas odkrywamy później. Jeździmy w egzotyczne zakątki świata, szukamy coraz bardziej odległych i nieoczywistych celów podróży, a gdy decydujemy się na weekendowy city break najczęściej wybieramy zachodnioeuropejskie kierunki: Paryż, Londyn, Berlin czy Pragę. Tymczasem Wilno pozostaje jednym z najbardziej nieodkrytych skarbów Europy. To niepozorne miasto przeszło w ciągu ostatnich kilkunastu lat ogromną metamorfozę i stało się prawdziwie europejską stolicą. Autorzy przewodnika Lonely Planet wskazali Wilno jako jedno z 10 miast, które trzeba odwiedzić w 2018. Warto więc odkryć je wcześniej, zanim zaleją go tłumy turystów z całego świata.
Wilno totalnie nas zauroczyło. I wcale nie z powodu zabytków, choć wileńska starówka jest imponująca, a wyłaniające się zza niemal każdego rogu kościoły naprawdę przepiękne. Wilno urzekło nas przede wszystkim dwiema rzeczami: swoją przyjazną atmosferą oraz ilością zieleni, w której dosłownie tonie. Gdy wysiedliśmy z autobusu jadącego z lotniska do centrum, na Placu Łukiskim, powiedziałam mniej więcej: Rety, jak tu wspaniale! Pusto i zielono! A później, z każdym kolejnym dniem okazywało się, że to ogromne atuty Wilna.

Wilno, plac ŁukiskiWilno – Plac Łukiski

Wilno – oaza spokoju?

Stolica kraju, której powierzchnia wcale bardzo nie odbiega od wielkości Warszawy, zamieszkiwana jest oficjalnie przez nieco ponad pół miliona mieszkańców. Nieoficjalne statystyki mówią o czterystu pięćdziesięciu tysiącach. Nawet turyści, coraz chętniej odwiedzający Wilno nie są jednak w stanie zburzyć panującego w mieście spokoju. Choć w dużej mierze poruszaliśmy się utartymi szlakami, nie musieliśmy nigdzie się przepychać, stać w tłumie czy czekać w kolejce. Jeżdżąc samochodem ani razu nie staliśmy w korku. Niby drobiazgi, a jak korzystnie wpływają na odbiór danego miejsca!

Wilno, panorama miasta

Miasto otwarte

Kto trochę czyta bloga ten wie, że w ogóle nie lubimy tłumów i często unikamy dużych miast. To nie dlatego, że nie interesuje nas ich architektura, czy historia, ale właśnie dlatego, że chcemy uciec jak najdalej od cywilizacji i od wielkomiejskiego zgiełku. Tłumy turystów potrafią nam często odebrać całą przyjemność ze zwiedzania danego miejsca (a ja jestem na tym punkcie szczególnie wrażliwa), pewnie dlatego Wilno zrobiło na mnie tak dobre wrażenie.

To przepiękne i pełne atrakcji miasto można zwiedzać bez pośpiechu, we własnym rytmie i w zupełnym spokoju. Co ciekawe centrum Wilna nie stało się skansenem przeznaczonym wyłącznie dla turystów. W wąskich staromiejskich uliczkach toczy się normalne życie: nie brakuje uroczych kawiarni, restauracji, sklepów z rękodziełem, księgarni czy galerii sztuki. Będąc w samym sercu zdarzeń nie ma się zupełnie poczucia, że jest się w centrum miasta, zwłaszcza gdy na chwilę zboczy się w bramy skrywające urocze podwórka. Przez historyczne centrum nie przebiega żaden system komunikacji, nie słychać więc głośnych tramwajów czy autobusów. Raj na ziemi!

Wilno, rzeka Wilia

Wilno jest też bezpieczne i otwarte dla ludzi. W trakcie naszego pobytu nie spotkaliśmy chyba żadnego patrolu policyjnego, a żaden budynek rządowy, łącznie z pałacem prezydenckim, nie posiadał jakiejkolwiek zewnętrznej ochrony! Mało tego! W każdą sobotę organizowane są w Pałacu Prezydenckim bezpłatne wycieczki, podczas których można podziwiać historyczny wystrój pałacu, a nawet wejść do pokoju roboczego Prezydenta. Tak po prostu. Przewodnik jednej z wielu polskich wycieczek przemierzających wileńską starówkę zażartował nawet, że to chyba zupełnie inaczej niż u nas. Ano niestety.

Wilno, Stare miastoWilno – widok z Baszty Giedymina na Stare Miasto

Miasto bez zakazów

Po powrocie z Wilna przeczytałam również o ciekawej inicjatywie mera Wilna Remigijusa Šimašiusa zainicjowanej w 2016 roku. Dzięki niej Wilno stało się pierwszym na świecie miastem bez zakazów. Co to oznacza w praktyce? Tylko i aż tyle, że zamiast znaków zakazujących wprowadzone zostały znaki „zachęcające”. Mała rzecz, która wywołuje uśmiech na twarzy.

Mieszkamy w mieście, które kochamy i jakoś musimy podzielić się przestrzenią. Ktoś chce wyjść na spacer z pupilem, ktoś zrelaksować się zapalając papierosa czy upiec mięso na świeżym powietrzu. Jednocześnie należy to robić w taki sposób, aby nie przeszkadzać innym i nie zaszkodzić naszemu zielonemu miastu. Tradycyjne znaki zakazu wyglądają zbyt agresywnie i wywołują negatywne reakcje. Natomiast nowe piktogramy są bardziej przyjazne, pozytywne i mają zachęcać mieszkańców do robienia czegoś oraz zachować dobry nastrój. ― tłumaczył Šimašius.

Zamiast znaku „zakaz palenia” zastosowano znak „strefa bez dymu”, a zamiast znaku zakazującego spożywania alkoholu „strefę trzeźwą”. Najwięcej tego typu znaków zostało zainstalowanych w wileńskich parkach.

Wilno, prospekt giedyminaWilno – prospekt giedymina

Miasto zielone

A skoro już o parkach mowa: Wilno (jak i zresztą cała Litwa) to miasto bardzo zielone. 40% jego powierzchni zajmują parki i lasy, co przekłada się na doskonałą jakość powietrza (według niektórych sondaży Wilno może poszczycić się najczystszym powietrzem wśród wszystkich miast Europy) i bardzo przyjemny klimat, zwłaszcza latem, gdy wszędzie panują temperatury nie do zniesienia. Obecność terenów zielonych niezwykle korzystnie wpływa na estetykę miasta, co doskonale widać, gdy patrzy się na Wilno z góry, z jednego z łatwo dostępnych punktów widokowych. Najlepszy widok rozciąga się z wieży kościoła świętego Jana, ale zieloną panoramę miasta można również podziwiać ze Wzgórza Trzykrzyskiego lub Baszty Zamku Giedymina. Nie jest żadnym zaskoczeniem, że w zielonych miastach żyje się lepiej. Analiza rankingu miast zielonych zestawiona z rankingiem jakości życia nie pozostawia żadnych wątpliwości: miasta, które osiągnęły wysokie notowania w pierwszym z nich, są miastami o wysokiej jakości życia.

Wilno, panorama miastaPanorama Wilna z wieży kościoła św. Jana

Litwa – zielona wyspa

Litwa (nie tylko Wilno) od wielu lat konsekwentnie prowadzi politykę mającą na celu zwiększanie powierzchni terenów zielonych. Można powiedzieć, że to tradycja, która sięga I połowy XX wieku, gdy członkowie Sejmu Założycielskiego posadzili w Kownie dąb, symbolizujący siłę, nieugiętość i ciągłość litewskiego państwa. Do tego gestu nawiązano ponownie w 2004 roku gdy Litwa stała się członkiem Unii Europejskiej. Z okazji 85-lecia Sejmu Założycielskiego posadzono już nie jeden dąb, a całą Aleję Dębową.

Kowno, aleja WolnościKowno – aleja Wolności i Kościół św. Michała Archanioła

Do symbolicznego sadzenia drzew doszło także w 2013 i w 2014 roku, z okazji prezydencji Litwy w Unii Europejskiej oraz 10-lecia przystąpienia do Wspólnoty. 28 kwietnia obchodzony jest Narodowy Dzień Sadzenia Lasów. W tym roku do sadzenia drzew zostali zaproszeni wszyscy mieszkańcy Litwy. W ten sposób postanowiono uczcić 100-lecie niepodległości. Podczas akcji w lasach państwowych posadzono ok. 300 tysięcy drzewek, wśród których znalazł się również zagajnik posadzony przez członków sejmu i pracowników kancelarii, nazwany Lasem Stulecia. Lasy zajmują ok. 2 mln hektarów, co stanowi 1/3 powierzchni kraju. W najpiękniejszych miejscach utworzono parki narodowe – w sumie pięć, ponadto 30 parków regionalnych, 100 rezerwatów krajobrazu i 400 miejsc dziedzictwa przyrodniczego o znaczeniu państwowym. Na wszystkich tych obszarach działalność człowieka jest ograniczona, a roślinność i zwierzęta podlegają ochronie.

To wszystko sprawia, że po powrocie z Wilna mam ochotę natychmiast wrócić na Litwę. Tym razem na dłużej, pewnie omijając już stolicę i korzystając wyłącznie z dobrodziejstw natury. Nie mam wątpliwości, że ten niewielkich rozmiarów kraj ma jeszcze wiele do zaoferowania.