Zachód słońca na końcu Europy

Gdzie mieszkańcy Lizbony spędzają słoneczne weekendy? Podobno w Cascais. Ta oddalona o trochę ponad 30km od centrum stolicy Portugalii miejscowość przyciąga lizbończyków kilkoma plażami, a także doskonałą bazą dla miłośników żeglarstwa i golfa.

Zachęceni głównie wizją przepięknych plaż wyrwaliśmy się na kilka godzin z Lizbony i pojechaliśmy nadmorską drogą N6 na zachód. W czasie podróży mijaliśmy kolejne, zlane niemal w jedną, miejscowości. Wszędzie widok podobny. Po prawej stronie czteropasmowej drogi zabudowania, a po lewej od czasu do czasu kawałek plaży – raz dzikiej, częściej jednak wypełnionej po brzegi ludźmi. Widok mało zachęcający do zatrzymania się i podziwiania okolicy. Jeśli zatem liczycie na ciszę, spokój i piękną przyrodę, nie jedźcie w te regiony – pojedzcie na Costa Vicentina.

Samo Cascais opisałbym jako większą i bardziej rozwiniętą Łebę. Plaża – jest, nawet dwie. Małe, zatłoczone, blisko drogi i portu. Starówka – owszem, ale nie zachwyca, ot miasteczko jakich wiele. Hotele – ile tylko chcecie, małe, duże, z basenem, kortem tenisowym lub polem golfowym. Cisza, spokój i nastrój – brak.

IMG_12043 copy

IMG_12046 copy

Według mnie absolutnie szkoda czasu by tu przyjeżdzać. Ale jeśli dotarliście już tak daleko, to warto pojechać jeszcze około 20km dalej na zachód, w kierunku Cabo da Roca. To nie tylko najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy, ale także doskonałe miejsce by podziwiać zachód słońca w Oceanie Atlantyckim. Dla mnie była to jakaś forma pocieszenia po rozczarowującej wizycie w Cascais.

IMG_12068 copy

IMG_12093 copy

Dodaj komentarz