Buenos jeszcze raz

Nasz wyjazd powoli dobiega końca. Ostatnie dni spędzamy w Buenos Aires. Zderzenie z tym dużym miastem po kilku tygodniach podróży, w dużej części po mało uczęszczanych drogach i bezdrożach, okazało się w pierwszej chwili dość bolesne. Pędzące samochody, tłumy na ulicach, niecichnące klaksony, niezatrzymujące się na przystankach autobusy i nieustanna walka o życie na przejściach dla pieszych. Składam oświadczenie na piśmie, to znaczy na blogu, że już nigdy, przenigdy, nie będę narzekać na polskich kierowców – przy Argentyńczykach, nawet tym najgorszym kierowcom-rodakom, należy się tytuł mistrza kierownicy.

Na szczęście podczas wieczornego spaceru po portowej dzielnicy Puerto Madero, zobaczyliśmy nieznane nam dotąd oblicze Buenos Aires. To jedna z najmłodszych i najnowocześniejszych dzielnic tego miasta, ogromna marina, niezwykle spokojna, i zupełnie nieprzystająca do pozostałych jego części. Pełno tam rolkarzy, biegaczy, spacerowiczów, wiele restauracji i kawiarni usytuowanych tuż nad wodą. Gwar miasta zupełnie znika i można na chwilę zapomnieć, że jest się w wielomilionowej metropolii. Na koniec dnia przepyszne steki w dość przypadkowo znalezionej, lecz gwarnej i pełnej gości restauracji, która okazała się być jednym z najlepszych miejsc na skosztowanie tego dania. Stara turystyczna zasada: eat, where locals eat i tym razem nie zawiodła.

Czego chcieć więcej? Wakacjo, trwaj wiecznie!

Buenos Aires - Puerto Madero

Buenos Aires - Puerto Madero

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!

Rate this post