Gdzie dobrze zjeść w Argentynie i Chile?

Kulinarnie nasza podróż wypadła wspaniale. Zjedliśmy niezliczone ilości empanad, trochę steków, spróbowaliśmy wielu nowych potraw, a dulche de leche wychodzi nam uszami.
Ale na początku wcale nie było tak kolorowo, dlatego po kilku niepowodzeniach, zdecydowaliśmy się więcej nie ryzykować i korzystaliśmy z serwisu TripAdvisor, szukając miejsca na obiad – w większości przypadków okazał się niezawodny.
Poniżej nasza lista osobista – te miejsca warto odwiedzić, jeśli akurat będziecie w okolicy.

1. Cafe Kaiken (Puerto Natales, Chile) – absolutny numer jeden. Najlepszy obiad jaki jedliśmy -prawdopodobnie nie tylko podczas naszej wyprawy. Kameralna restauracja (pięć podwójnych stolików), prowadzona przez starsze, przesympatyczne małżeństwo. W menu znajdują się mięsa, makarony, i ryby. W karcie win – chilijskie specjały. Steka i łososia wspominamy do dziś. Ceny niewysokie.

2. Afrigonia (Puerto Natales, Chile) – restauracja polecana przez Lonely Planet, nietuzinkowe połączenie kuchni afrykańskiej i chilijskiej prowadzone przez małżeństwo zambijsko-chilijskie. Restauracja, choć znajduje się w malutkiej miejscowości prawie na końcu świata, z pewnością poradziłaby sobie również w Nowym Jorku. Dania, których spróbowaliśmy (jagnięcina) były niesamowicie aromatyczne, w związku z czym nasze kubki smakowe dosłownie szalały.
Jest dość drogo, ale warto się tam wybrać.
Uwaga! W godzinach wieczornych lepiej zarezerwować miejsce.

3. El Establo (Buenos Aires) – jedno z najlepszych miejsc na spróbowanie argentyńskiego steka – podkreślam to jeszcze raz – steka. Dodatki ograniczcie do minimum, bo mogą zepsuć Wam kolację, ale mięso jest w tej restauracji doskonałe dlatego polecamy.

4. El Nuevo Progreso (Tilcara, Argentyna) – tę restaurację warto odwiedzić ze względu na obecność w karcie tradycyjnych dań kuchni andyjskiej. To tam spróbowaliśmy tamal, locro i steka z lamy, i wszystko było pyszne. Do tego bardzo fajna atmosfera, dobra obsługa, niekiedy podobno muzyka na żywo. Choć i ta z głośników też była bardzo miła dla ucha (i do dziś sobie pluję w brodę, że nie zapytałam co to!).

5. La Picadita (Tilcara, Argentyna) – tam można pójść dla samego deseru. Dulce y queso, czyli ser z marmoladą z batatów. Niebo w gębie. Poza tym, podobnie jak w El Nuevo Progreso, serwowane są tradycyjne potrawy argentyńskie. Szczególnie smakowało nam cazuelo.

6. Casa de Empanadas (Cafayate, Argentyna) – jak wskazuje nazwa – to tu serwują najlepsze empanady w Argentynie. Oczywiście nie wiemy, czy są naprawdę najlepsze w kraju, ale na pewno najlepsze jakie jedliśmy podczas naszej wyprawy. Empanady domowej roboty, lepione, nadziewane i wypiekane na naszych oczach. Różnorodność farszów przyprawia o zawrót głowy. 12 sztuk kosztuje ok. 70 peso, taka porcja wystarczy dla 2 głodnych osób.

Informacje praktyczne:

Argentyńczycy jadają główny posiłek dopiero późnym wieczorem. Restauracje otwierają swe wrota dopiero około 20, więc często byliśmy pierwszymi klientami, bo głód dopadał nas znacznie wcześniej, podczas gdy większość gości zjawiała się około 22.
W porze obiadowej czynne są tylko niektóre miejsca, a od 14-15 aż do wieczora trudno w ogóle o cokolwiek do jedzenia.
Wszędzie doliczana jest kwota za nakrycie stolika –  od kilku do 30 peso za osobę. W przewodniku przeczytaliśmy, że zwyczajowo wręcza się jeszcze 10% napiwku.
Przygotujcie się na bardzo niespieszny serwis i naprawdę nie przesadzamy – nasz rekord to około 40 minut oczekiwania na rachunek.
Ceny dań głównych zaczynają się już od kilkudziesięciu peso, za 100-140 peso można zjeść znakomitego steka. Desery kosztują od 20 do 45 peso.
Wino i piwo – nieznacznie więcej niż woda.