Targ rybny Tsukiji

Jest takie miejsce w Japonii, gdzie Japończycy nie są uśmiechnięci i mili. W skupieniu oddają się swojej pracy i mało przychylnie, wręcz groźnie, spoglądają w kierunku turystów, którzy snują się niespiesznie po okolicy i wchodzą im w paradę. To jedyne miejsce w całej naszej podróży gdzie czuliśmy się trochę nieswojo i gdzie nikt nie witał nas serdecznie w swoich progach. Czasem mieliśmy wrażenie, że jeśli nie zejdziemy im z drogi, gdy pędzą jak szaleni na swoich wózkach, nie wyjdziemy stamtąd w jednym kawałku. To miejsce to Tsukiji Market – światowej sławy targ rybny, gdzie od bladego świtu toczą się walki o najlepszy towar z japońskich mórz i oceanów. Każdy kto podróżuje do Tokio ma go na pewno na swojej liście.

Dwa światy Tsukiji

Targ podzielony jest na część zewnętrzną i wewnętrzną. Pierwsza stworzona w dużej mierze pod kątem odwiedzających ją turystów, to mnóstwo stoisk z jedzeniem, gdzie króluje najświeższe sushi na świecie i inne japońskie specjały. Można też zaopatrzyć się tu w różne lokalne produkty, ceramikę i artykuły kuchenne.

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Część wewnętrzna to natomiast niewyobrażalnych rozmiarów, największy na świecie targ rybny, gdzie restauratorzy i poważni biznesmeni w garniturach codziennie walczą o najdoskonalsze kawałki ryb i negocjują ceny. Turyści wpuszczani są tu dopiero o 10 rano. Ogromna, śmierdząca hala z mnóstwem stoisk rybnych być może nie wygląda zachęcająco, ale podglądanie tego niezwykle sprawnie funkcjonującego organizmu było naprawdę fascynujące i wydało nam się ciekawsze niż gwarny targ z jedzeniem. Za pierwszym razem przyszliśmy tu właściwie tuż przed zamknięciem i choć nie mieliśmy już szansy na zobaczenie zbyt wielu okazów ryb, mogliśmy we względnym spokoju pospacerować kilometrami korytarzy i poprzyglądać się pracy Japończyków. Gdy handel dobiega końca zaczyna się wielkie sprzątanie stoisk, porządkowanie towaru i podliczanie utargu. Jest też czas na wspólny posiłek, na rozmowy i nawet na sen! Tylko kierowcy żółtych wózków jeżdżą bez wytchnienia i ostry dźwięk klaksonu co chwilę przypomina nam o tym, że jesteśmy tu intruzami. Przy odrobinie nieuwagi można też zostać oblanym wodą, bo handlarze nie przejmują się naszą obecnością. Druga wizyta tuż po otwarciu targu była mniej przyjemna i znacznie bardziej stresująca. Japończycy wydawali się być poirytowani obecnością wielu turystów, gwar i tłok był ogromny, a przeciskanie się wąskimi alejkami i uciekanie przez rozpędzonymi wózkami było zwyczajnie męczące i niebezpieczne. Szybko stamtąd wyszliśmy. Ale będąc w Tokio warto tu zajrzeć choćby na chwilę, bo miejsce jest niesamowite. Na targu sprzedaje się dziennie 2-3 tysiące ton towaru (około 400 gatunków ryb i owoców morza), a przy pracy zatrudnionych jest około 65 tysięcy pracowników. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że to właściwie państwo w państwie, które rządzi się swoimi prawami.

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Licytacja tuńczyków

Największą atrakcją Tsukiji jest słynna licytacja tuńczyków odbywająca się codziennie o 5 rano. Może wejść na nią tylko 120 osób, więc zdobycie miejsca graniczy z cudem i wymaga spędzenia nocy w jakimś sąsiadującym z targiem barze, pojawienia się w miejscu zbiórki około 1-2 w nocy, zajęcia kolejki i liczenia na to, że zmieścimy się w jednej z dwóch 60-osobowych grup, które danego dnia zostaną wpuszczone na halę. Sama licytacja trwa kilkanaście minut, ale jest to podobno niezapomniane przeżycie. Ceny tuńczyków dochodzą do kilkudziesięciu milionów jenów (jedna z rekordowych kwot to 1,38 mln euro za 222 kg mięsa), a mimo to walka jest zawzięta i nie brakuje kupców chętnych pozyskać najlepsze okazy. Przyznajemy, że niestety nie dotarliśmy na samą aukcję. Byliśmy pewni, że po kilkunastu dniach intensywnego podróżowania nieprzespana noc dałaby się nam mocno we znaki. Muszę też przyznać, że gdzieś tam w środku buntuję się przeciwko takiej organizacji sprawy. Rozumiem, że to ekskluzywna atrakcja, ale gdyby można było z wyprzedzeniem kupić bilet online, a limit osób by się nie zmienił – czy efekt nie byłby ten sam? I nie trzeba by zarywać nocy! Niby taki nowoczesny kraj, a niektóre rozwiązania, daleko sprzed ery internetu, zaskakują.

Suchi, ramen, mochi i inne

Ale nawet i bez aukcji targ jest świetnym miejscem na poznanie japońskiej kultury. Zewnętrzna część czynna jest od 9 do 13 i choć kręci się tu mnóstwo turystów, to zakupy robią tu też rdzenni Japończycy, którzy ustawiają się w kolejkach do ulubionych stoisk. Nawet jeśli nie lubicie sushi, na pewno znajdziecie na targu coś dla siebie. Sprzedawcy chętnie częstują darmowymi próbkami swoich specjałów, więc można poznać wiele nowych smaków bez ryzyka, że kupi się całą porcję czegoś, co nie przeszłoby nam przez gardło. My zatrzymaliśmy się na pyszne słodkie omlety i na ramen, do którego ustawiła się naprawdę długa kolejka. A too mogło oznaczać tylko jedno – warto poczekać z innymi! Później okazało się, że to słynne stoisko Chuka Soba Inoue, gdzie właściciel, w absolutnym skupieniu i bez słowa komentarza, razem ze swoim pomocnikiem, w kilka minut wyczarowuje kilkanaście misek pysznej, pożywnej zupy. Menu składa się tylko z jednego dania, więc nie ma problemu ze składaniem zamówień. Trzeba jedynie odstać swoje w kolejce, a kilkanaście minut później możemy delektować się bogatym smakiem ramenu. Na deser jeszcze pyszne mochi z truskawkami i można udać się na dalsze zwiedzanie Tokio.

Tsukiji, sushi

Tsukiji, Chuka Soba Inoue, ramen

Tsukiji, Chuka Soba Inoue, ramen Tsukiji, Chuka Soba Inoue, ramen

Tsukiji, Chuka Soba Inoue, ramen

Tokyo, Tsukiji

Tokyo, Tsukiji

Dodaj komentarz