Arbuz z bitą śmietaną w Dubaju!

Jeszcze to do nas nie dotarło, ale zaczęło się! Jesteśmy w drodze…
Lot do Dubaju całkiem przyjemny, choć następnym razem muszę sprawdzić ile kosztuje dopłata do biznesklasy. Przyznaję, że patrzyliśmy z lekką zazdrością na pasażerów leżących na wygodnych kanapach z wyprostowanymi nogami. Tym większa była nasza zazdrość, gdy okazało się, że część z nich wcale za ten luksus dodatkowo nie zapłaciła… Ot zabrakło normalnych miejsc, więc dostali „awans”. I gdzie tu sprawiedliwość? Po cichu liczę, że jutro nas „awansują”. 😉
Dubaj od początku przytłoczył nas swoją wielkością. Żeby wydostać się z lotniska musieliśmy skorzystać ze specjalnego pociągu, który łączy terminal przylotów ze strefą odbioru bagażu. Po drodze oczywiście niezliczone długie lotniskowe korytarze, ogromne hale, a także wodospady i inne cuda.
Po kolacji postanowiliśmy urządzić sobie przyspieszone, noce zwiedzanie stolicy ZEA. Nasz kierowca, o typowym arabskim imieniu Ali, zabrał nas na dwugodzinną przejażdżkę po betonowym mieście. Z hotelu ruszyliśmy 7-pasmową aleją w kierunku największych „atrakcji” Dubaju. Mijaliśmy głównie ekskluzywne hotele, wieżowce i salony ekskluzywnych marek samochodów. Zresztą na ulicach też mijały nas głównie wypasione Ferrari, Lamborghini i inne cuda motoryzacji.
Ali pokazał nam m.in. najwyższy budynek świata, 7-gwiazdowy hotel, zabrał na palmową wyspę i do hotelu z prywatnym akwarium z rekinami, płaszczkami i setkami innych ryb. Tak na oko zbiornik był 100 razy większy od akwarium w warszawskim zoo. Poza tym Ali opowiadał, że jeszcze 20 lat temu, gdy przyprowadzał się do Dubaju, większości budynków jeszcze tu nie było.
Być może w dzień miasto robi lepsze wrażenie. Po nocnym tournée pozostało w nas jedynie poczucie, że pustynia piaskowa przerodziła się tu w betonową i szklaną. Nie znaleźliśmy niczego, co by nas urzekło. Bardziej przytłoczyło. Dobrze, że Dubaj to tylko obowiązkowy przystanek w drodze do celu.
Na szczęście dla osłody w hotelu zjedliśmy pyszną kolację… I arbuza z bitą śmietaną na deser! Pyyyycha 😉