Gdzie byliśmy i gdzie Idziemy Dalej

Końcówka roku to już nic innego jak czas na wspomnienia. Chociaż nie jesteśmy fanami podsumowań ani podejmowania zobowiązań do wdrożenia od 1 stycznia po raz pierwszy pokusimy się o napisanie kilku słów o mijającym roku i o planach na kolejne podróże. Bo to był dla nas wyjątkowo dobry rok. Udało nam się wyjechać na trzy krótkie city breaki: do Budapesztu, Pragi i mojej ukochanej Kopenhagi oraz spędzić aż trzy tygodnie w Peru. W między czasie odwiedziliśmy też przepiękne Bieszczady i Biebrzański Park Narodowy. W sumie byliśmy w podróży 47 dni i odbyliśmy 10 lotów.

Budapeszt

Praga

Kopenhaga

Bieszczady

Biebrza

Machu Picchu

Zdobyliśmy nowe doświadczenia, a ja nauczyłam się cieszyć nie tylko z wyjazdów, ale i z powrotów do ukochanej Warszawy. Nie bylibyśmy jednak sobą gdybyśmy nie snuli już planów na nadchodzący rok.

Sprawę uprościł tegoroczny Mikołaj, który przyniósł bilety do Longyearbyen. Lecimy w sierpniu i spędzimy tam 5 dni. Wyprawa na Spitsbergen od dawna była marzeniem Krzysia dlatego gdy zobaczyłam promocję na przelot z Gdańska nie zastanawiałam się zbyt długo. Choć moje myśli nie krążyły w okolicach zimnych, północnych kierunków muszę przyznać, że planując tę niespodziankę nabrałam ogromnej ochoty na ten wyjazd. To musi być magiczne miejsce.
Svalbard

Pozostałe cele pozostają na razie w sferze marzeń. Od dawna planuję wyjazd do Lizbony, a najchętniej przemierzyłabym autem cały kraj wzdłuż i wszerz. Nie do końca wiem z czego to przekonanie wynika, ale wydaje mi się, że zakocham się w tym miejscu. Na liście stolic do odwiedzenia w ramach city break jest również Sztokholm – po latach chciałabym zobaczyć to skandynawskie miasto i przekonać się czy zachwyci mnie tak samo jak Kopenhaga. I jeszcze Barcelona, bo z tym miastem wiążą się pewne zobowiązania wobec mojego siostrzeńca (mecz FC Barcelona), więc kto wie – może w tym roku uda się ten plan zrealizować? Krzyś, gdy zapytałam go marzenia na 2016 bez namysłu odpowiedział: Sofia i Tirana. Kierunki nieodkryte, mniej dostępne, nieoczywiste. To jest w naszych oczach zawsze duży plus, bo oboje nie lubimy zatłoczonych miejsc, a atrakcje turystyczne do których ustawiają się kolejki są naszym najgorszym koszmarem.

Jeśli chodzi o cele dalsze – w sensie odległości – jesteśmy całkiem zgodni. Ja nabrałam już chyba odwagi i ochoty by odwiedzić Afrykę – kontynent na który Krzyś chciał zaciągnąć mnie od zawsze. Odświeżyłam niedawno kontakt ze znajomą, która pochodzi z Botswany i która po kilku latach spędzonych w Europie wróciła do korzeni. Jak się okazało pracuje w branży turystycznej i bardzo namawia nas na przyjazd w swoje okolice. Na razie wymieniamy maile i informacje, badamy grunt. Na liście od dawna jest również Islandia, a niedawno dołączyła do niej Australia. Musimy przyznać, że niezmiennie ciągnie nas też w kierunku Ameryki Południowej – jeśli poniesie nas w tamtą stronę będzie to na pewno Chile. Plan: przejechać kraj z góry na dół. Aha! I jeszcze Japonia, która pojawia się co roku jako alternatywa, ale ostatecznie przegrała do tej pory z Nową Zelandią, Argentyną i Peru. To może czas na zwycięstwo?

Marzeń jest wiele. Jako że decyzje często podejmujemy bardzo spontanicznie i nie bez znaczenia są ceny biletów lotniczych (a także pora roku, w której możemy wziąć dłuższy urlop) być może wylądujemy w zupełnie innym miejscu. Tak czy siak mamy nadzieję, że nadchodzący rok będzie co najmniej tak dobry jak ten, a może nawet jeszcze lepszy, czego sobie i Wam życzymy!

komentarze 2

Dodaj komentarz