Kobe – europejskie miasto w Japonii

Planując wycieczkę po Japonii pewnie nie pomyślelibyście o wpisaniu Kobe na swoją listę. My też prawie skreśliliśmy je ze względu na brak czasu, ale ostatecznie okazało się, że możemy spokojnie zrobić sobie tam krótki przystanek w drodze z Osaki do Himeji.
Położone na wzgórzu opadającym w stronę morza Kobe było od dawna bramą regionu Kansai na resztę świata i do dziś zachowało kosmopolityczny charakter. Japończycy podobno chętnie tu przyjeżdżają, by poczuć zachodni klimat bez opuszczania kraju.
Kobe, choć jest jednym z największych miast w Japonii, można wygodnie zwiedzić pieszo. Ze stacji ruszyliśmy w kierunku Ratusza aleją pełną kwiatów, które od razu zwróciły naszą uwagę, tak samo jak brak wiszących kabli, tak bardzo charakterystycznych dla japońskich miast. Na 24 piętrze znajduje się punkt widokowy na wszystkie 4 strony świata (wstęp bezpłatny). Widać więc ogromny port i morze, a zaraz obok zbocza gór, na których ulokowane jest miasto. Gdy traficie na odpowiednią porę dnia (różną w zależności od pory roku) będziecie mogli zobaczyć wyjątkowe dzieło sztuki: na ścianie budynku na przeciwko ratusza cienie układają się w dwie twarze w momencie pocałunku.

Kobe

Kobe

Kobe

Kobe Kobe

Kobe

Architektura Kobe nie zachwyci koneserów historii, ponieważ miasto jest bardzo nowoczesne. Szerokie ulice, dużo wysokich wieżowców, które przeplatają się z blokami i kamienicami. Rzeczywiście da się odczuć inny – niż we wcześniej odwiedzonych przez nas miastach – klimat. Kobe uległo ogromnym zniszczeniom w czasie jednego z najsilniejszych trzęsień ziemi jakie nawiedziły Japonię w 1995 roku. Wzniesione przed 1981 rokiem budynki, kiedy standardy budowlane były dużo mniej restrykcyjne, rozpadały się jak domki z kart.
W drodze do portu minęliśmy chińską dzielnicę, która jednak trochę nas rozczarowała. To ledwie kilka przecinających się ze sobą ulic, ze straganami i stoiskami pełnymi chińskich smakołyków. Można się tu napić herbaty z tapioką, zjeść ramen i pierożki na parze, choć wszechobecne steki są bezkonkurencyjne, o czym za chwilę.

Kobe, Chinatown Kobe, Chinatown

Kobe, Chinatown

W porcie Kobe znajdują się symbole miasta: wieża portowa, diabelski młyn, latarnia, a także duże centra handlowe i drogie hotele. I napis „BE KOBE” przy którym każdy robi sobie obowiązkowe zdjęcie.

Kobe

Kobe Kobe

Kobe

Na koniec udaliśmy do najwyżej położonej dzielnicy miasta – Kitano. Stąd rozciąga się piękny widok na zatokę. Dzielnicę tę zamieszkiwali głównie imigranci, więc panuje w niej europejsko-amerykański klimat, a niektóre domy – hiszpańskie, niemieckie, brytyjskie, francuskie czy właśnie amerykańskie – udostępnione są dla turystów do zwiedzania. Są też kościoły protestanckie, synagogi, meczet i świątynia hinduska. Dla Japończyków jest to ogromna atrakcja turystyczna i choć dzielnica wydała nam się bardzo urocza, zrozumieliśmy dlaczego w informacji turystycznej nikt nam jej nie polecił. Z oczywistych względów znacznie ciekawsza była dla nas świątynia Tenmam-jinja, znajdująca się tuż obok.

Kobe

Kobe

Kobe

Kobe, Kitano

Kobe, Kitano

Kobe, Kitano Kobe, Kitano

Po krótkim, ale intensywnym spacerze po mieście wróciliśmy w stronę centrum, by zrealizować ostatni, ale chyba najważniejszy punkt tej wycieczki. Bo gdzie jak nie w Kobe spróbować słynnej japońskiej wołowiny? Wołowina z Kobe to najbardziej znany typ wagyu – wołowiny o wyjątkowej jakości i nie mniej wyjątkowej cenie. W Japonii znajdują się jeszcze hodowle wagyu w pięciu innych prefekturach, ale tutejsza wołowina to marka regionalna (tzw. Kobe beef), podobnie jak francuski szampan. Tylko około 3000 sztuk bydła rocznie będzie tym z najwyższej półki – żeby tak się stało musi być zachowana czystość rasy, a także wszystkie standardy hodowli. A o tym jak hoduje się bydło wagyu krążą legendy. Krowy słuchają podobno muzyki klasycznej, codziennie opryskiwane są sake i masowane są specjalnymi rękawicami, a niezwykle ważnym elementem ich diety jest piwo, dzięki któremu tłuszcz w tkance mięśniowej rozprowadza się równomiernie. Steki dzięki temu charakteryzują się znaczną marmurkowatością, co znaczy, że występują w nich małe, białe plamki tłuszczu widoczne w przekroju poprzecznym mięsa. Taki tłuszcz śródmięśniowy rozpuszczając się w czasie obróbki termicznej nadaje mu idealną kruchość i soczystość, pod warunkiem, że stek zostanie odpowiednio przygotowany. Mięso musi być smażone krótko, w wysokiej temperaturze i w żadnym wypadku well-done, bo wtedy tłuszcz, który jest nośnikiem smaku, wytopi się całkiem.

Kobe, wołowina, wagyu, stek

Mięso krów wagyu stanowi najdroższą odmianę wołowiny na świecie, dlatego jeśli chcecie jej spróbować najlepiej udać się do restauracji w porze lunchu. Wtedy, w zestawie z ryżem, sałatką i zupą miso otrzymacie steka w cenie ok. 2500-3000 jenów. A jeśli Wasze portfele są wyjątkowo zasobne, to – że tak to ujmę – sky is the limit. Kilogram Kobe beef potrafi kosztować nawet 2000 złotych. Wołowina wagyu warta jest swojej ceny, więc podejrzewam, że Kobe beef to czysta przyjemność. Mamy kolejny powód by wrócić do Japonii!