Kulinarny misz-masz

Przyszedł czas na pierwsze podsumowanie kulinarne, w końcu minął prawie tydzień odkąd tu jesteśmy.
Kuchnia nowozelandzka związana jest z kuchnią brytyjską. Przez długie lata dominującym daniem było mięso bez przypraw podawane z gotowanymi lub smażonymi warzywami. Mniam.
Na szczęście dość dawno temu Nowa Zelandia zaczęła otwierać się na doświadczenia całego świata i współczesna kuchnia określana jest jako „Pacific Rim„- czerpie z kulinarnych zdobyczy obszaru od Azji po Kalifornię, z wpływami śródziemnomorskimi i bliskowschodnimi.
To co zwróciło naszą uwagę, i co zresztą podkreślano również w przewodniku, to świeżość serwowanych potraw. Owoce i warzywa, mięso i ryby- wszystko pachnie jakby zostało zebrane/złowione/upolowane dosłownie chwilę przed podaniem. Niestety żadne z nas nie jest fanem owoców morza, ale powoli dojrzewamy do spróbowania tutejszych frykasów. Póki co mamy zaliczone ryby, nazw których nie jesteśmy w stanie powtórzyć /pyszne, delikatne/, azjatyckiego kurczaka, owieczkę /to nie ja!!!/, i tradycyjne fish&chips, które są w zasadzie na każdym rogu. Jednym z największych jak do tej pory zaskoczeń był obiad w przydrożnej knajpce a’la zajazd, położonej dosłownie pośrodku niczego, gdzie kucharz wyczarował dla nas przepyszne dania, których nie powstydziłaby się żadna restauracja.
I oczywiście mamy już zaliczoną pierwszą Pavlovą, w końcu to stąd pochodzi ten deser. Doprawdy nie wiem jak udało im się upiec kilkucentymetrowy tort z masy białkowej, tak żeby się nic nie przypiekło, nic nie zapadło i miało delikatną konsystencję w środku i pyszną chrupiącą skórkę na wierzchu, ale widocznie mają swoje sposoby. Było pyszne.

Pavlova

Jeszcze jedna osobliwość to różne menu w poszczególnych porach dnia. Mam wrażenie że w Polsce i w innych krajach funkcjonuje to bardziej na zasadzie dodatku- tzn. Jest w knajpie menu stałe, a od 13 do 15 dodatkowe menu lunchowe. Tu dostaje się po prostu osobne karty, i nie ma w ogóle możliwości, żeby zamówić cokolwiek innego. Przez to menu są dość krótkie i ograniczone- ale może to tu tkwi właśnie tajemnica świeżości?
Tyle w części pierwszej, cykl będzie kontynuowany!

Część II i część III

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!

5 - (Głosy: 2)