Kulinarny misz-masz II

Nasza podróż niestety zbliża się do końca, czas więc na kolejne podsumowanie kulinarne.

Dominacja kuchni brytyjskiej

Po kilkunastu dniach smakowania, obserwowania i zaglądania do nowozelandzkich restauracji i sklepów stwierdzam – nieco wbrew temu co pisałam w pierwszym poście – że kuchnia brytyjska jest tu jednak bardzo silnie zakorzeniona. Nie ma się czemu dziwić, skoro 80% Nowozelandczyków jest pochodzenia europejskiego. W zestawach śniadaniowych dominuje typowe english breakfast, z jajkami, kiełbaską, bekonem i oczywiście nieśmiertelną fasolką. Alternatywą są tosty z dodatkami, ewentualnie śniadanie na słodko – muffiny, croissanty lub inne słodkie bułeczki.

Z pieczywem standardowo bieda – w sklepach można dostać wyłącznie pieczywo tostowe, nie ma nic co zawiera w sobie jakiekolwiek ziarna, a o ciemnym pieczywie chyba w ogóle nie słyszeli.

Fish & chips

W porze lunchu i obiadu najłatwiej upolować fish&chips, stety- niestety. Z jednej strony przepysznych ryb tu mają całą mnogość, z drugiej strony każda ryba w tłustej panierce smakuje tak samo, albo nie smakuje wcale. Nauczeni doświadczeniem pierwszych dni zaczęliśmy unikać najprostszych zestawów tego typu i celować w ryby pieczone i grillowane i tu – prawdziwe niebo w gębie! Nazw tych okazów w większości nie jesteśmy w stanie powtórzyć, więc musicie uwierzyć na słowo, że pyszne, i przede wszystkim świeże. Z dostępnością wszelkich gatunków nie ma tu problemu i każda restauracja oferuje w swoim menu rybę dnia.

Owoce morza

Obiecaliśmy spróbować owoców morza i obietnicę tę częściowo wypełniliśmy, ale fanami krewetek i małż mimo ich niewątpliwych walorów smakowych nie zostaniemy. Przed nami jeszcze słynne ostrygi z Bluff, ale ciągle nie mamy odwagi.

Mięso i inne

Nowozelandczycy lubią też zjeść kawałek dobrego mięsa, i faktycznie steki i burgery przyrządzić potrafią. Robią też smaczne sosy, aromatyczne marynaty i mają dobre wyczucie w stosowaniu przypraw i ziół – tu wyraźnie widać wpływy azjatyckie, choć jak na tak bliskie sąsiedztwo, są one naprawdę niewielkie.
Oczywiście w większych miastach jest sporo restauracji japońskich, chińskich, indyjskich, ale też – co ciekawe – włoskich. Niestety biedacy nie mają zielonego pojęcia czym jest dobra kuchnia włoska, ale w końcu skąd mogą wiedzieć! Najlepsza włoska knajpa w Queenstown wypadła w naszych oczach przeciętnie.

A Pavlovej brak

Za to zarówno w Wellington jak i w Auckland przypada największa liczba restauracji i kawiarni w przeliczeniu na jednego mieszkańca na świecie, więc jest w czym wybierać.
Największym rozczarowaniem jest za to brak narodowego deseru w większości z nich. Jest ciasto marchewkowe, różne ciasta czekoladowe, serniki i ciasta orzechowe, ale znalezienie Pavlovej graniczy prawie z cudem. Za to affogato, tiramisu, pudding czekoladowy… ech, chyba rozumiecie mój zawód.

Otyli Nowozelandczycy

Kulinarnie Nowa Zelandia nas nie zachwyciła, ale ryb objedliśmy się za wszystkie czasy. Zastanawiamy się z czego wynika ta fascynacja kuchnią brytyjską, skoro bliżej mają znacznie lepsze rzeczy. Tym bardziej niezrozumiałe jest to w obliczu problemu z jakim boryka się Nowa Zelandia – jest w czołówce najbardziej otyłych państw na świecie! My chyba jeszcze trzymamy fason 🙂
Ale przyznajemy, że tęsknimy za dobrym pieczywem… mielonego też by się zjadło!

Część I i część III