Cinkciarz to cinkciarz

Przygotowując się do wyprawy natknęliśmy się na informacje, że w Argentynie doskonale funkcjonuje czarny rynek wymiany walut. Na różnych forach pisano, że dolary można wymienić na głównej ulicy handlowej po bardzo korzystnym kursie. Jednak zupełnie nie potrafiliśmy sobie tego wyobrazić, poza tym przedsięwzięcie wydawało nam się zbyt ryzykowne. Dodać należy, że przed naszym przylotem wartość peso poleciała na łeb na szyję – 24 stycznia odnotowano najniższy od 12 lat kurs tej waluty, a rząd nałożył restrykcje dotyczące gromadzenia przez Argentyńczyków oszczędności w obcych, stabilnych walutach. Sposobem na to okazał się oczywiście zakup pieniędzy od turystów, dlatego wspomniana w jednej z wcześniejszych notek Florida w Buenos Aires dosłownie roi się od cinkciarzy, a gdy idzie się tą ulicą i nie wygląda się na Argentyńczyka (co w naszym przypadku raczej nie podlega dyskusji) wręcz nie można się opędzić od propozycji ubicia interesu. Panowie i Panie o mniej lub bardziej podejrzanej aparycji (choć jak stwierdziliśmy ostatecznie: cinkciarz to cinkciarz) krzyczą niby półgębkiem, ale wyraźnie jednak w stronę potencjalnych zainteresowanych: „Cambio! Euro! Dolar! Real! Change!” i werbują ich do sklepików na uboczu by dokonać wymiany. Bo na tej samej ulicy roi się od policji.

No i przyznajemy – mimo obaw – skusiliśmy się. Strachu było co niemiara, ale ponieważ sporą część tych pieniędzy już wydaliśmy, możemy z całą pewnością stwierdzić, że nie były to fałszywki. Co nas przekonało? Ogromnie korzystny kurs. Za 100 dolarów w kantorze otrzymaliśmy 770 peso, na ulicy za tę samą kwotę – 1140 peso (co ciekawe czarnorynkowy kurs jest podawany w gazetach obok kurs oficjalnego). Poza tym Argentyńczykom po prostu najwyraźniej zależy na tych banknotach, więc dochodzi do sytuacji absurdalnych – mimo że to czarny rynek, i pewnie jak najmniej szczegółów powinno być jawnych – cinkciarz po udanej transakcji wręcza swoją wizytówkę i zaprasza ponownie, gdyby ktoś chciał wymienić więcej. Bez problemu wymieniają też banknoty, jeśli któreś wydają się podejrzane lub są zniszczone.
Także jakby co – mamy dwa zaufane źródła i możemy się nimi podzielić. Różnica jest naprawdę spora, więc w podróży to czysty zysk. A jeśli ktoś ma pomysł jak dosłać nam dolary do Argentyny, będziemy bardzo bardzo wdzięczni!!!

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!

Rate this post