Milford Sound – fiordy i robaki

Według niektórych droga z Te Anau do Milford Sound jest jedną z najbardziej malowniczych na świecie. Niestety nie do końca mogliśmy docenić jej piękno. Zgodnie z prognozami ranek był pochmurny i trasa do serca krainy fiordów stała się dość ponura. Mimo tego można było podziwiać piękno zmieniającego się szybko krajobrazu. Obsiane owcami łąki i pola ustąpiły miejsca górom bujnie porośniętym drzewami. Co chwila droga prowadziła przez mostki nad jakby uśpionymi strumykami górskimi.

Te Anau - Milford - Road Open

Milford Sound w ulewie

Im byliśmy bliżej Milford Sound tym pogoda bardziej się pogarszała. W końcu zaczęło intensywnie padać, a miejscami nawet lać. Nie odstraszyło nas to od rejsu statkiem po fiordzie. Nisko zawieszone chmury nie pozwoliły nam w pełni podziwiać ośnieżonych szczytów wyrastających wprost z wody na wysokość nawet ponad 2000 metrów. Ale obfite opady deszczu uruchomiły inną niesamowitą atrakcję Milford. Ze zboczy gór zaczęły płynąć wodospady. Były ich dziesiątki. Do niektórych nasz statek podpływał na odległość zaledwie kilku metrów, tak by lawina wody dodatkowo zmoczyła pasażerów… Jakby nam było mało deszczu 😉

Milford Sound

Milford Sound

Milford Sound

Milford Sound

Setki wodospadów

Mimo że do Te Anau wracaliśmy tą samą drogą, wyglądała ona już zupełnie inaczej. Górskie zbocza pokryły się setkami wodospadów. Woda lała sie z każdego miejsca. Wcześniej niemal wyschnięte górskie strumyki przerodziły się natychmiast w rwące potoki. Cała kraina zmieniła się w ciągu zaledwie kilku godzin. Nawet wyczekujące turystów na parkingach papugi Kea pochowały się w pobliskich lasach.

Wodospady

Papuga Kea

Zapytacie czy warto było jechać 120 kilometrów w jedną stronę by przepłynąć się statkiem po fiordzie w czasie ulewy? Zdecydowanie warto! Na pewno Milford Sound robi nieporównywalnie większe wrażenie w słońcu, ale i w taką pogodę trzeba odwiedzić to miejsce. To zdecydowanie „must see” Nowej Zelandii. A no i oczywiście spotkaliśmy tam foki, ale to już dla nas codzienność 😉

Mirror Lake

Glow warm – świecące robale

Aby umilić sobie długi wieczór w Te Anau postanowiliśmy wyruszyć na podbój pobliskiej jaskini pełnej „świecących robali”. By dotrzeć do celu przeprawiliśmy się niewielkim statkiem na drugą stronę jeziora. Niskim korytarzem weszliśmy wgłąb pieczary przez którą płynie podwodna rzeka. Po krótkim spacerze doszliśmy do „komnaty świetlików”. Wsiedliśmy na łódkę, zgasły światła latarek i… naszym oczom ukazał się „rozgwieżdżony” sufit jaskini. Tysiące małych, niebieskich punkcików migotało nad głowami. Momentami światło było tak intensywne, że było widać ściany jaskini. Jedyna wada – żadnych zdjęć. Świetliki są bardzo wstydliwe 🙂

P.S. Jeśli czytaliście coś o dzisiejszym trzęsieniu ziemi w Auckland, to informujemy, że jesteśmy bardzo daleko od tego miejsca i nic nie czuliśmy. Podobno było silne jak na tamten region, ale nie wyrządziło większych zniszczeń.

Tsunami Hazard Zone

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!

Rate this post