Nowozelandzkie metropolie

Jesteśmy na wyspie południowej już prawie dwa tygodnie i widzieliśmy całkiem sporo. Wciąż jednak nie możemy się przyzwyczaić do tego, że miasta w Nowej Zelandii, nawet te większe, to zupełnie inna skala niż sobie człowiek wyobraża. Może to kwestia tego, że pokonujemy setki kilometrów po bezdrożach, więc gdy na mapie pojawia się jakiś punkcik, który w dodatku jest uwzględniony w przewodniku, oczekujemy jakiegoś życia, ludzi, jakiejś cywilizacji.
Dziś będąc w Greymouth po raz kolejny daliśmy się nabrać! Pan na recepcji z takim entuzjazmem opowiadał o restauracjach i pubach (tu najlepsza ryba w mieście, tu świetne wina i piwa, tam wspaniałe jedzenie, a jeszcze gdzie indziej pyszna kawa i śniadania) że uznaliśmy, że to typowy nadmorski kurort, tym bardziej, że przedmieścia wyglądały dość obiecująco.
Jednak gdy tylko zobaczyliśmy centrum wiedzieliśmy od razu jak bardzo się pomyliliśmy. O 18, a pewnie i wcześniej, wszystko pozamykane na cztery spusty. żywej duszy na ulicy, najlepsza ryba w mieście to dość obskurna buda na wynos, i tak dalej. Rzeczone centrum to trzy ulice na krzyż, a gdy skręci się gdzieś w bok to ma się wrażenie, ze pingwiny dupami „szczekają”.
Dokładnie tak samo wyglądało Oamaru, Invercargill, Hokitika. I nie piszemy o tym w kategoriach rozczarowania czy wyrzutu, ot próbujemy oddać skalę tutejszych miast – są naprawdę niewielkie i poza sezonem raczej opustoszałe.
Być może tłumaczy to fakt, że Nowozelandczycy – jak się dziś dowiedzieliśmy- są bardzo rodzinni. Rano pracują, a popołudnia i wieczory spędzają w domowym zaciszu lub z przyjaciółmi. W weekendy natomiast korzystają z uroków natury.
Z drugiej strony warto również wspomnieć, że w większości nawet tych najmniejszych miast znajdują się nowoczesne punkty informacyjne dla turystów, w których można dowiedzieć się dosłownie wszystkiego.
A wracając jeszcze do metropolii nasz ranking wygrywa póki co Haast, nazwane przez nas Trójmiastem, będące bazą wypadową do lodowców Foxa i Franza Josefa, podzielone na 3 części: Haast Township (centrum, oh yeah), Haast Junction (2km dalej) i Haast Beach (4km dalej).
W sumie: 1 ulica główna, 7 domów mieszkalnych i 4 motele, 2 sklepy spożywcze, 1 stacja benzynowa, 2 restauracje, 1 posterunek policji i oczywiście centrum turystyczne. Koniec.
W związku z tym rozumiecie – muszę kończyć notkę, bo czas ruszyć na miasto! 🙂

Nowa Zelandia

Nowa Zelandia

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!

Rate this post