fbpx

Tu byłem. Tony Halik

Czy jest ktoś kto nie słyszał o Tonym Haliku? To postać nie tyle popularna, co wręcz legendarna. Człowiek, który w latach PRL-u był dla Polaków prawdziwym oknem na świat. Gdy przeciętny obywatel mógł jedynie pomarzyć o wyjeździe za granice Polski Ludowej, Halik opowiadał o krajach i kulturach odległych, niezwykłych i tajemniczych. W dodatku robił to w wyjątkowy i niepodrabialny sposób. Z pasją, zaangażowaniem i nierzadko odrobiną fikcji wplecionej w jego niesamowite przygody.

Tu byłem. Tony Halik – biografia czy opowieść o autorze?

Jeśli miałbym określić swój ulubiony gatunek książek, to z pewnością zaraz po kryminałach, byłyby to książki podróżnicze i biografie. Z tym zainteresowaniem sięgnąłem po książkę Mirosława Wlekłego ”Tu byłem. Tony Halik”. Lektura o życiu, dokonaniach i przygodach jednego z najpopularniejszych polskich podróżników to przecież potencjał na wspaniałą i zapadającą w pamięć książkę. Moje nadzieje niestety szybko legły w gruzach.

Zawsze doceniam w biografiach ogrom pracy jaką włożył w nią autor. Uważam, że to najtrudniejszy gatunek literacki, wymagający wielu miesięcy poszukiwań, rozmów, podróży, czytania dokumentów i na końcu umiejętnego zebrania wszystkiego w strawną dla czytelnika całość. Lubię nawet gdy autor opisuje we wstępie lub zakończeniu książki jak dochodził do niektórych faktów, ile pracy go to kosztowało i jaki wpływ miały jego odkrycia na ogólny obraz danej postaci. Ale w przypadku Halika, Mirosław Wlekły idzie moim zdaniem zdecydowanie za daleko. Autor poświęca mnóstwo miejsca opisom pracy nad książką: opowiada z kim się spotkał, co od kogo usłyszał, gdzie pojechał śladami Halika, i co odkrył. Często miałem wrażenie, że to nie jest książka o samym Tonym Haliku, a o autorze jeżdżącym jego śladami po całym świecie. Zupełnie nie rozumiem narracji w tym stylu, tym bardziej że nie wniosła ona niczego ciekawego do książki. Miałem za to wrażenie, że autor konkuruje z głównym bohaterem i próbuje się w ten sposób dowartościować, jakby zazdrościł Halikowi barwnego życia.

Tu byłem. Tony Halik

Przez chwilę pomyślałem, że ten był to celowy zabieg, który pozwolił autorowi uniknąć tego by książka była krótka i powierzchowna. Może zabrakło tematów i trzeba było zapełnić czymś strony. Ale zaraz sam się skarciłem. Mało tematów o Haliku? Zapełniać strony na siłę? Przecież mówimy o człowieku, który zjechał niemal cały świat, był jednym z najpopularniejszych twórców telewizyjnych w swoich czasach, a jego nazwisko stało się symbolem przytaczanym w filmach, piosenkach i w ulicznych graffiti. Zatem to nie to – autor musiał świadomie wybrać taką narrację często rezygnując z dokładniejszych opisów życia Toniego, na rzecz opisów własnych spacerów po Manhattanie lub wspólnych rejsów żaglówką z Ozaną – synem Halika.

I nie zrozumcie mnie źle – tak jak pisałem, wiem ile pracy kosztuje napisanie biografii, i wiem że Wlekły wykonał kawał niesamowitej reporterskiej roboty, ale po prostu nie chcę o tym czytać na niemal każdej stronie książki.

Chronologia? Pomieszajmy wszystko!

Drugą kwestią, która bardzo przeszkadzała mi w poznawaniu Halika, motywów którymi się kierował i wyborów których dokonywał była niechronologiczna narracja w książce. Wlekły podzielił opowieść o Haliku na 4 części i przedstawia jego życie od końca. Przykładowo pierwsza część książki kończy się śmiercią bohatera, a potem cofamy się w czasie, zresztą niejednokrotnie.
Oczywiście nie mówię, że taki zabieg czasem nie ma sensu, a wręcz niejednokrotnie pozwala lepiej zrozumieć daną postać. W tym przypadku jedyne co udaje się osiągnąć autorowi to chaos. Zabieg ze zmianą chronologii służy jedynie temu, by najbardziej tajemnicze wydarzenia z życia Halika przedstawić na samym końcu. Niestety w ten sposób “sensacyjność” wzięła górę nad logiką i zasadami dobrej biografii.
Zacząłem się znowu zastanawiać, czy trzeba przy takiej postaci jak Halik na siłę szukać sensacji i zmieniać chronologię, by zaciekawić czytelnika? Czy życie naszego bohatera nie było samo w sobie wystarczająco sensacyjne, by fascynować i “zmusić” nas do kupna i przeczytania książki?

Tu byłem. Tony Halik – przeczytać czy nie?

To pytanie na które nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony tak, bo życie Halika jest fascynujące i warto mu się bliżej przyjrzeć. Z drugiej jednak strony nie czytać, bo to bardzo słaba książka, rozpalająca jedynie apetyt, ale nie ukazująca tego co najciekawsze. Najbardziej chciałbym by Wlekły napisał książkę o Haliku raz jeszcze, z zachowaniem chronologii i bez opisywania bez przerwy swoich podróży i doświadczeń. By pokazać Halika takiego jakim był – szalonego, czasem ubarwiającego rzeczywistość, a czasem przedstawiającego ją zgodnie ze swoimi potrzebami. Bez niepotrzebnej sensacyjności i lukrowania.
Jeśli jednak miałbym odpowiedzieć na pytanie czy warto przeczytać “Tu byłem. Tony Halik” to odpowiedziałby, że nie. Lepiej przeczytajcie jakąś dobrą biografię lub książkę podróżniczą. Na Halika w wersji Wlekłego szkoda czasu i nerwów.

Tu byłem. Tony Halik – audiobook

Dla chętnych książka dostępna jest także w formie audiobooka czytanego przez Jerzego Stuhra. Fragmentu możecie posłuchać poniżej:

Książka „Tu byłem. Tony Halik” ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora

Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go!