Kopenhaga 5 lat później

Kopenhaga to dla mnie miejsce szczególne, dlatego trudno mi o niej pisać w kontekście turystyki, zwiedzania i informacji praktycznych (ale obiecujemy, że informacje praktyczne również się pojawią). Mam do niej ogromny sentyment, a kolejna wizyta utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to miasto wyjątkowe i doskonałe do życia. Wygodne, niezwykle urocze, i jak określa je Krzysztof – kompaktowe.
Wystarczyło dosłownie kilka chwil, żebym poczuła się jak w domu, a kolejne dni przynosiły same wspaniałe wspomnienia.

Za co uwielbiam Kopenhagę?

W pierwszej kolejności za rowery i za to, że w ciągu 20-30 minut można się na rowerze dostać prawie wszędzie. Takiej infrastruktury możemy im tylko pozazdrościć. Dla rowerów buduje się tu specjalne „autostrady“ nie przecinające się z żadnymi innymi trasami, aby podnieść bezpieczeństwo i skrócić czas przejazdu. W samej Kopenhadze istnieje ponad 300 km ścieżek rowerowych, obecnie powstają również tzw. zielone szlaki, które zapewniają bezpieczną komunikację tworząc jednocześnie obszary zieleni w miejskim krajobrazie.

Kopenhaga, rowery

Kopenhaga, rowery

Kopenhaga, rowery

Uwielbiam też duńską (i ogólnie skandynawską) estetykę, która umiejętnie łączy prostotę i elegancję, klasykę i nowoczesność. I widać to na każdym kroku. Przede wszystkim w miejskiej architekturze, zagospodarowaniu przestrzeni, w sztuce użytkowej, ale też na przykład w modzie.
W tym jak Duńczycy wspaniale potrafią zaprojektować przestrzeń, jak dbają o rozwój swojego miasta tworząc miejsca sprzyjające rekreacji. Przepiękne parki, nowoczesne place miejskie czy hale targowe, które przyciągają tłumy. Okazuje się też, że wieżowce i bloki mogą być sztuką.

Kopenhaga

Kopenhaga

Kopenhaga

Kopenhaga

Duńczycy mają również w sobie mnóstwo niewymuszonego luzu i spokoju. Niespieszne tempo życia udziela się od razu, w ogóle nie czuć że jest się w stolicy. Kopenhaga miejscami jest bardzo prowincjonalna, ale w tym przypadku to tylko zaleta. Piękne parki i dobrze zagospodarowana przestrzeń miejska skłaniają do aktywnego spędzania czasu – tylu biegaczy i rolkarzy dawno nigdzie nie widziałam. Ale mam tu na myśli wszelkie aktywności na świeżym powietrzu. Ledwo pojawiają się pierwsze promienie słońca, a Duńczycy tłumnie wylegają na ulice, do parków, na plażę. Zapełniają ogródki w kawiarniach i restauracjach, piknikują, pływają na łódkach, siedzą przed domami, na balkonach, grillują, popijają Tuborga i korzystają ze słońca. Nie odstrasza ich nawet temperatura w granicach 12 stopni Celsjusza.

Kopenhaga

Kopenhaga

Kopenhaga

Kopenhaga

I ostatnia (chyba) rzecz, za którą uwielbiam Kopenhagę – obok swojej prowincjonalności jest też bardzo światowa. Świetne koncerty, teatry, festiwale. Ale również – zwłaszcza ostatnio – Kopenhaga stała się stolicą skandynawskiej gastronomii i nie mam tu na myśli tylko Nomy. Jest kilka takich uliczek (o tym w jednym z kolejnych postów), na których można przepaść, bo zewsząd kuszą doskonałe piekarnie, kawiarnie i restauracje.

Kopenhaga

Ale żeby nie było tak cukierkowo-kolorowo, są dwie rzeczy, do których trudno by mi było się przyzwyczaić. Po pierwsze – pogoda. Okropnie kapryśna i zmienna („Jak kobieta!“, dodał Krzysztof). Zapomniałam już jak to jest, i że jak świeci słońce to wcale nic nie znaczy. Dlatego pierwszego dnia przemokliśmy do suchej nitki i naprawdę nie przesadzam. Ulewny deszcz złapał nas w połowie drogi do domu, na rowerach, i zanim dotarliśmy do celu byliśmy kompletnie mokrzy. Polecamy aplikację pogodową Yahoo. Całkiem trafnie te kaprysy przewiduje, 60% szans na deszcz o 14:00 i słońce o 15:00 oznacza iż wymienione zjawiska pogodowe wystąpią dokładnie w tej kolejności i dokładnie o tej porze.

Kopenhaga

Po drugie – łazienki w duńskich mieszkaniach. Muszę zrobić szerszy research na ten temat, i wtedy więcej napiszę. W każdym razie dziwi mnie i dziwić raczej nie przestanie, dlaczego w tak rozwiniętym (i bogatym) kraju, łazienki w domach przypominają czasy przedpotopowe. To pomieszczenie jest w mieszkaniu zwykle pomieszczeniem najmniejszym, prysznic często bierze się niemal siedząc na toalecie, a pojęcie brodzika czy kabiny prysznicowej jest Duńczykom raczej nieznane. Wisi, owszem, zwykle jakiś kawałek szmaty tę kabinę udający, ale po prysznicu (tak a propos potopu) zwykle wszystko płynie, po czym długo nie spływa (bo o spadki odpowiednie też nikt raczej nie zadbał). Na wyposażeniu jest zawsze ściągaczka (taka jak do mycia okien), bo jakoś sobie trzeba z tym nadmiarem wody poradzić. Kąpiel jest ogólnie traumatycznym przeżyciem.

Mimo tych „wad“ Kopenhagę zawsze wszystkim będę serdecznie polecać. Na weekend czy dłuższy city break nadaje się doskonale (bo, że do życia, to wspomniałam już w pierwszym akapicie, ale co kto lubi). O tym co zobaczyć, gdzie zjeść i co warto zrobić –  w kolejnych kopenhaskich notkach.

Kopenhaga

Dodaj komentarz